Modny spektakl

Tomasz Ossoliński – jeden z najbardziej uznanych projektantów mody męskiej w Polsce, w rozmowie z CHIC.


Twoją specjalnością jest szycie na miarę. Czy jest coś, co różni Twoją ofertę od konkurencji?

Na polskim rynku robi się to na dwa sposoby. Pierwszy, najbardziej popularny, polega na tym, że wybiera się rozmiar, konkretne elementy garnituru, jak na przykład klapy oraz tkaninę, by po jakimś czasie odebrać gotowy produkt. Jest to dobry sposób, ale nie perfekcyjny i to z prostej przyczyny. Mam klientów, którzy zamawiają u mnie kilka garniturów. Dokładnie tak samo skrojony garnitur będzie się jednak nieco różnił w zależności od tkaniny. I wtedy ten system zawodzi, bo marynarka w takim samym rozmiarze może okazać się za duża lub za mała. System, który stworzyłem na własny użytek, ma takie sytuacje eliminować. Przede wszystkim nie określam rozmiaru na podstawie przymierzania moich marynarek. Klient, który przychodzi do mnie po raz pierwszy jest dokładnie mierzony, a następnie szyję mu próbny garnitur z własnej tkaniny. Jeżeli efekt jest zadawalający to rozpoczynam pracę, wykorzystując już tą właściwą, wybraną przez klienta. Na tym etapie są jeszcze dwie przymiarki. Pierwsza ma charakter korekcyjny, a druga jest po to, żeby dopasować detale, takie jak długość rękawów czy nogawek. W trakcie zdejmowania miary i już samego szycia konsultuję się z moim konstruktorem, aby ewentualne niedoskonałości sylwetki nie miały wpływu na całość. Bardzo lubię ten moment kiedy klienci mierzą garnitur i widzą, że wcale nie muszą wyglądać w nim jak w pokrowcu, a wręcz przeciwnie. Praktycznie nie ma sylwetki, na którą nie da się uszyć dopasowanego garnituru, ale wbrew pozorom bardzo trudno się szyje na osobę szczupłą i wysoką. Wszystkie miary moich klientów przechowuję w komputerze, co przy kolejnych zamówieniach ułatwia i przyspiesza pracę, ponieważ mam praktycznie gotowy wykrój. Czasami jednak klienci dziwią się, że to tyle trwa, ale to jest szycie na miarę i potrzeba czasu, by garnitur leżał perfekcyjnie!

Wielokrotnie mówiłeś, że moda jest dla Ciebie spektaklem, czego wyraz dajesz podczas swoich pokazów. Kto Twoim zdaniem powinien być widzem podczas tego spektaklu, czyli dla kogo tworzysz?

Uważam, że ten spektakl przygotowywany jest dla dwóch grup. Pierwszą z nich są media, a drugą – moi klienci, którzy w ten sposób dowiadują się o tym, że robię coś nowego. Powinni być jeszcze inni odbiorcy, na przykład kupcy, ale w Polsce nie działa to jeszcze tak jak chociażby we Włoszech. Poprzez pokaz chcę opowiedzieć jakąś historię, wypowiedzieć się na temat mody i sposobu, w jaki ją postrzegam. Bardzo ważna jest dla mnie oprawa tego wydarzenia. Wiadomo, że gdybym pokazywał tylko takie garnitury, które szyję dla moich klientów, czyli klasyczne, to wszystko byłoby bardzo stonowane. Więc oprawa musi się też zmieniać. Ja jednak często myślę o takich nieco konserwatywnych historiach, klasycznych kolekcjach, teatralnym wystroju. Mam po prostu taki pomysł na modę i jej pokazywanie. Projektujesz głównie dla mężczyzn, ale w swoim dorobku masz również damskie kolekcje. Obecnie przygotowujesz się do pokazu, który planowany jest na trzeciego września tego roku. Komu będzie on dedykowany? Chcę wykorzystać swoje doświadczenia i pokazać ubrania zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Mam na to wielką ochotę i uważam, że właśnie teraz jest na to odpowiedni moment. Jak długo potrwają przygotowania do pokazu? Przygotowania właśnie się zaczynają, czyli potrwają blisko cztery miesiące. Sam proces szycia ubrań nie jest tak długotrwały. Niestety jest jeszcze wiele innych elementów, na które trzeba znaleźć czas i je po prostu zrobić. W którym momencie zaczynasz myśleć o tym co zaproponujesz w danym sezonie? Wtedy kiedy jadę do Mediolanu oglądać tkaniny właśnie na konkretny sezon. Tak dzieje się praktycznie w przypadku wszystkich projektantów i firm, bo producenci tkanin dają nam narzędzie do pracy. Później mamy pół roku, aby to wszystko poskładać w całość i zaprezentować efekty swoich prac podczas pokazów. Kolejne pół roku zajmuje produkcja oraz dostarczenie gotowych produktów. Gdzie zaopatrujesz się w tkaniny? Jeżdżę przede wszystkim na targi tkanin, właśnie między innymi do Mediolanu. Współpracuję głównie z dwiema dużymi fabrykami, które zaopatrują osoby i firmy oferujące usługę szycia na miarę. Posiadam katalogi tych firm i w każdej chwili mogę mieć dowolną ilość danej tkaniny. Wybór jest olbrzymi i jeszcze mi się nie zdarzyło nie sprostać oczekiwaniom klienta. Podobnie jak ja, w tych fabrykach zaopatrują się największe i najlepsze Domy Mody na Świecie. Czy nie jest tak, że w klasycznej modzie męskiej trudno zaskoczyć jakimś nietuzinkowym pomysłem, bo praktycznie wszystko już było? Nie do końca się z tym zgodzę, choć oczywiście są stałe, dawno wymyślone elementy, jak marynarka i spodnie. Natomiast moda się zmienia. Ja widzę to też po sobie, bo coś mi się podoba, a po jakimś czasie przestaje. Zaczynam więc szukać nowego rozwiązania i udoskonalenia tego co już było. Dużo zmienia się też w tkaninach czy też w sposobie noszenia ubrań. Jest mnóstwo możliwości, a pewne tematy praktycznie co pół roku przetwarza się Rozmawiali: Agnieszka Kędzierska i Andrzej Miłkowski …najlepsze Domy Mody na nowo. Tak a propos mody i podobieństw, przypomniała mi się pewna anegdota. Kiedyś znajomy przysłał mi zdjęcie. Patrząc na nie zastanawiałem się gdzie zostało ono zrobione, ponieważ widzę siebie, a nie kojarzę ani osób, ani imprezy. Okazało się, że w latach siedemdziesiątych na Savile Row w Londynie pracował projektant Tommy Nutter, który tak jak ja projektował modę męską i szczególnie upodobał sobie kratę. W pewnym momencie swojego życia wyglądaliśmy tak samo! Nawet ja nie dostrzegłem różnicy i myślałem, że to jestem ja! Mało tego, znalazłem w internecie jeden z jego projektów garnituru, który wyglądał dokładnie jak mój, miał nawet identyczne obszycie i wykończenie. Tak się zdarza, że ludzie nie tylko podobnie wyglądają, ale podobają im się podobne rzeczy.

W świecie mody zjawisko pracy jednego projektanta dla kilku Domów Mody jest powszechne. Ty pracowałeś dla dużej firmy odzieżowej i jednocześnie tworzyłeś kolekcje sygnowane własnym nazwiskiem. Czy model ten ma szanse również funkcjonować na szerszą skalę w Polsce?

Rzeczywiście przez pewien czas łączyłem pracę w firmie odzieżowej z projektowaniem pod własnym nazwiskiem. Dawało się to pogodzić, bo byli to zupełnie inni klienci, a co za tym idzie różne pod wieloma względami projekty. Nie bez znaczenia był również fakt, że w firmie tej trafiłem na świetnych ludzi, z którymi współpraca układała się bez zarzutu. To oczywiście przekładało się na komfort i przyjemności z pracy na wszystkich polach mojej aktywności zawodowej. Na świecie jest tak, że są całe sztaby ludzi, które pracują dla projektanta. On sam wszystkiego nie wymyśla, ponieważ jest obudowany zespołem kreatywnym. W Polsce wygląda to jednak zupełnie inaczej. Bardzo często traktuje się projektanta jako nieszkodliwego wariata, albo artystę, któremu nie należy dobrze płacić, bo przecież każdy może zaprojektować, dajmy na to garnitur. Dla wielu firm problemem jest też to, że projektant może być rozpoznawalny, czyli jest to zupełną odwrotnością tego co się dzieje na świecie. Tam projektant jest liderem, twarzą i nazwiskiem kolekcji czy też Domu Mody. W Polsce często żona właściciela firmy ma więcej do powiedzenia, albo prezes, który zupełnie nie czuje mody. Ja się spotkałem z wieloma takimi sytuacjami i mówienie o tym czy da się łączyć projektowanie dla firmy i pod własnym nazwiskiem ma charakter bardzo indywidualny. Mnie się to udało, czyli takie doświadczenie mam, ale inni polscy projektanci niekoniecznie. Za granicą jest to rzeczywiście powszechne, że projektant obsługuje kilka domów mody. Takimi projektantami są na przykład Karl Lagerfeld i Marc Jacobs. Ale tak jak mówiłem wcześniej, tam dla projektanta pracuje cały sztab ludzi.

Swoją karierę zawodową rozpoczynałeś na Śląsku. Ciężko było przeprowadzić się do Warszawy?

Nie, ponieważ działo się to etapami. Osiem lat temu, ze względu na charakter swojej pracy, sporo czasu spędzałem i na Śląsku, i w Warszawie. Dawało się to pogodzić, ale w pewnym momencie trzeba było podjąć decyzję o przeprowadzce do stolicy. Bardzo podoba mi się ten sposób podejmowania decyzji. Uważam zresztą, że młodzi ludzie, którzy projektują powinni też budować swoją karierę etapami. Nie powinno ich się obsypywać pieniędzmi na początku, bo negatywnie może to wpłynąć na ich kreatywność i chęć do ciężkiej pracy. Można przecież zrobić świetny pokaż niekoniecznie mając potężnego i bogatego sponsora. Wystarczy dobry pomysł i determinacja. Miło było mi być na Fashion Week w Łodzi i obserwować rywalizację młodych projektantów. Dzięki tego typu inicjatywom mają oni szanse i możliwości, aby nadawać nowe kierunki, a nie wpisywać się w stare schematy.

Tak a propos rywalizacji. Jak wygląda ona w świecie mody?

Wydaje mi się, że my przede wszystkim się kolegujemy, na przykład z Gosią Baczyńską i Maćkiem Zieniem. Czasami wspólnie chodzimy na imprezy i to nie tylko te oficjalne. Rywalizacja jest fajna i zdrowa, bo obserwujemy swoją pracę, dokonania i pchamy ten wózek do przodu. Niektórzy czasem nie dają rady, wysiadają, bądź też idą na skróty i podejmują nietrafione, moim zdaniem, artystyczne decyzje. Dziś jesteśmy my, za dziesięć lat może być ktoś inny. Młodzi projektanci, którzy obecnie stawiają pierwsze kroki w świecie mody, mają tak ogromne możliwości, że jeżeli ktoś zrobi naprawdę fajną, dobrze ocenioną przez stylistów kolekcję, to na brak propozycji z pewnością nie będzie narzekać. Doskonałym tego przykładem jest Ania Poniewierska, wieloletnia szefowa mody w Elle i stylistka moich pokazów. Jesienią ubiegłego roku zrobiła swój pierwszy pokaz i to się naprawdę spodobało, czego wyrazem jest między innymi nagroda Doskonałość Mody Twojego Stylu. I to właśnie pokazuje, że te możliwości rzeczywiście są.

Twoim zdaniem projektant powinien kreować czy może bardziej odpowiadać na potrzeby rynku?

Wszystko zależy od tego co się robi i dla kogo, ale ideałem jest zgrabne połączenie kreacji i analizy potrzeb. Po to jest się projektantem, żeby coś kreować, a nie tylko być biernym odtwórcą. Z drugiej jednak strony, ktoś musi chcieć to kupić. To jest bardzo trudna praca, wymagająca dużego skupienia, pokory i konsekwencji. Nie są to tylko, jak się czasami wydaje, pokazy, bankiety i wywiady. Na przykład jutro wyjeżdżam o szóstej rano do fabryki gdzie przez dwa dni czeka mnie ciężka praca z krawcami.

Opowiadając o swojej pracy używasz sformułowań „klasyczne kroje”, „najlepsze tkaniny”, „indywidualne podejście”. Jak można zatem określić styl Tomasza Ossolińskiego? Jakie elementy są dla niego charakterystyczne?

Jeżeli ktoś chce mieć dobrze skrojony garnitur, wykonany z najlepszych materiałów i, co najważniejsze, doskonale w nim wyglądać, powinien bezsprzecznie odwiedzić moją pracownię (śmiech). Wiem też, że gdziekolwiek rzuci mnie los, mogę wykonywać tą samą, dobrą pracę, tylko z innymi ludźmi. Ja też sam szyję ubrania i to wiele ułatwia, bo wiem czy coś konkretnego da się zrobić i jaki będzie efekt końcowy. Moja historia, którą staram się opowiadać jest raczej elegancka. Ja nie jestem typem projektanta offowego, nie czuję tak mody i otwarcie o tym mówię. Obserwuję ulicę bacznie ale wolę oglądać tego typu ubrania na kimś, niż je projektować. A jak to jest z Twoimi klientami? Na bieżąco obserwują modowe trendy i są przez to bardziej wymagający? Mam klientów, którzy dokładnie wiedzą kiedy pojawiają się zwiastujące nowy sezon tkaniny i od razu składają konkretne zamówienia, zazwyczaj na kilka rzeczy. Jeden z nich zamawia dwadzieścia ubrań w każdym sezonie. Klienci wracają, a dzięki temu widzę jak wykonane przeze mnie ubrania zachowują się w użyciu, na przykład jak pracują tkaniny. Czasami ktoś przychodzi w garniturze sprzed trzech lat, a ja mam wrażenie, że został on uszyty wczoraj, bo nie nosi znamion upływającego czasu. Ale jak powiem, że dobra tkanina to połowa sukcesu podczas szycia garnituru to się obrazisz? Absolutnie! To nawet więcej niż połowa, bo można coś pięknie skroić, ale tkanina podczas noszenia będzie zachowywać się fatalnie. Zazwyczaj kiedy jesteśmy w sklepie i poszukujemy odpowiedniego dla nas garnituru, najpierw sprawdzamy tkaninę. Wybór kroju następuje dopiero w drugim etapie, czyli podczas przymiarki. Pamiętajmy o tym, że ubranie wykonane z bardzo dobrej tkaniny można bez problemu nosić latami i nie będzie się z nim nic złego działo. Nie mówię oczywiście o naturalnym zużywaniu się materiału. Różnice w jakości tkanin widać gdy porówna się na przykład produkt masowy z garniturem uszytym na miarę. Ta różnica w cenie musi przecież z czegoś wynikać. Czy Twoim zdaniem jest wystarczająca dostępność Twoich prac, aby je na przykład zobaczyć, przymierzyć? Wystarczy wpisać w wyszukiwarce moje nazwisko. Pojawi się telefon, pod który należy zadzwonić i umówić się. Ja nie mam produkcji regularnej, szyję ubrania na miarę więc najlepszym sposobem, aby zobaczyć moje prace jest spotkanie w pracowni. Jeżeli ktoś myśli o uszyciu garnituru na miarę, ale się waha, to zachęcam żeby zrobić to przynajmniej raz dla czystej ciekawości. Nie mówię, że koniecznie u mnie, ale gdy garnitur zostanie co najmniej poprawnie wykonany to różnice w stosunku do produktu masowego będą aż nadto widoczne. Moi klienci zazwyczaj wracają, bo doceniają indywidualny charakter, jakość tkaniny czy też komfort użytkowania. Wiem jednak, że planujesz otwarcie butiku ze swoimi ubraniami. Gosia Baczyńska ma swój salon, Maciek Zień wkrótce otwiera coś nowego. Taki jest chyba naturalny proces rozwoju projektanta. Jak oceniasz polską ulicę, mam tu na myśli oczywiście kwestie ubioru? Polska ulica, moim zdaniem, nie wygląda najgorzej. Polki wyglądają pięknie, potrafią się też …początki kariery Suknia z kolekcji Zeke 2010, skrojona ze skosu, w całości uszyta ręcznie, bez użycia żelazka, techniką z lat trzydziestych. dobrze i gustownie ubrać. Nie mam w tym względzie jakiegoś pesymistycznego nastawienia, że teraz jest źle, ale może będzie lepiej. Zawsze było tak, że byli ludzie biedniejsi i bogatsi, a co za tym idzie lepiej i gorzej ubrani. Z pewnością w dużych miastach jest nieco lepiej niż w małych, ale ta prawidłowość dotyczy większości krajów i nie wszyscy wyglądają jak z wybiegu. Jesteśmy w Europie, mamy niemal wszystko co Europa oferuje i to widać szczególnie po młodych ludziach. Jak się ich czasami obserwuje to oni mogą być z każdego miejsca na świecie, niekoniecznie z Polski. Pomimo szybkich i pozytywnych zmian w ostatnich latach wciąż jednak nie możemy się porównywać z Francuzami czy Anglikami którzy mieli i mają permanentny kontakt z modą. My zaczęliśmy tego stopniowo doświadczać dopiero po 1989 roku. Nas, mówiąc krótko, wykastrowano estetycznie i taki stan trwał wiele lat. Dlatego też pewne nawyki i przyzwyczajenia związane ze strojem, które we Francji są czymś naturalnym, u nas się dopiero kształtują. Do polskiego ubóstwa estetycznego przyczyniają się środki masowego przekazu, wystarczy spojrzeć na program telewizyjny. Dodatkowo programy, które są najbardziej tandetne mają najwyższą oglądalność. Nie trzeba być fachowcem, aby stwierdzić, że stroje uczestników różnego rodzaju programów rozrywkowych wołają o pomstę do nieba. Ja często jeżdżę poza Warszawę – na Śląsk – i mam kontakt z realnym życiem, więc widzę co ci ludzie czytają, kupują, co ich interesuje. To są ich wzorce, kanony, które oni naśladują jako ten tak zwany lepszy świat.

Czego można Ci życzyć?

Żebym się nie męczył przy autoryzacji tego tekstu (śmiech)! Widzę jak magazyn CHIC jest robiony, podoba mi się to i dlatego chętnie zgodziłem się na rozmowę. Generalnie nie przepadam za udzielaniem wywiadów ze względu na te same powtarzające się pytania, a co za tym idzie i odpowiedzi. Udzieliłem do tej pory kilku wywiadów, które są wciąż cytowane, male zdecydowanie wolę, aby oglądano moje prace, a nie słuchano jak o nich mówię.

W moim ogrodzie

Kwiaty, będące symbolem piękna, są wyjątkowo wdzięcznym tematem dla projektantów, którzy co jakiś czas powracają do tego motywu. Tegoroczne lato dosłownie rozkwita na sukienkach, ale także dodatki mają formę florystyczną.

Zdając sobie sprawę, że tak wyjątkowy motyw potrzebuje niecodziennej oprawy, projektanci zadbali, by sukienki były zwiewne a akcesoria nieprzeładowane zdobieniami. Kwitnie dusza, kwitnie ciało!

oCOOLary

Są niezbędne w słoneczne dni, stanowią interesujący element stroju. W designie okularów przeciwsłonecznych nadal króluje eklektyzm. Szkła są duże, czasem wręcz ogromne, fantazyjnie ozdobione, a kolorowe oprawki dodatkowo podkreślają wyrazistość okularów – to propozycje dla osób ceniących oryginalność... Z kolei miłośnicy klasycznych rozwiązań również znajdą coś dla

siebie w tegorocznej kolekcji – wzór popularnych lustrzanek czy eleganckich modeli tylko nieznacznie zmienia się poprzez sezony. Ale nie on tu jest najważniejszy, a sama formuła. Kolorowe oprawki są fantazyjnym elementem uzupełniającym strój – takie okulary mogą być wręcz przysłowiową wisienką na torcie wizerunku.

Carolina Herrera w Polsce

Nie, ta znana projektantka nie odwiedzi na razie naszego kraju, jednak już niebawem otwarty zostanie pierwszy w Polsce butik sygnowany jej imieniem i nazwiskiem.

Znakiem rozpoznawczym ubrań Herrery jest prostota i styl określany mianem „more casual chic ready to wear”. W 1997 roku, w czasie pogawędki z matką, zapadła decyzja o wspólnym wylansowaniu nowego zapachu 212. Planowana na krótką przygodę współpraca przekształciła się w wieloletnie działania nad przygotowaniem kolejnych produktów kosmetycznych i wprowadzaniem ich na rynek. W 2001 roku razem wypromowały nową markę lifestylową CH Carolina Herrera.

Linia męska jest absolutną nowością w historii twórczości Caroliny Herrery. Mężczyzna CH żyje pełnią życia, jest nowoczesny, bezpieczny i wyrafinowany. Linia dziecięca zaskakuje perfekcyjnym wykończeniem, a także pełną zgodnością z trendami obowiązującymi w młodzieżowym świecie. Kolekcję uzupełniają torby,

buty, akcesoria skórzane, krawaty, apaszki. Ciekawostką są artykuły do dekoracji wnętrz. Carolina pragnie, aby te przedmioty były częścią naszego codziennego stylu życia, a jako zagorzała podróżniczka czerpie inspirację przy ich tworzeniu z różnych kultur, krajobrazów i nastrojów. Pierwszy polski butik będzie oferował wszystkie elementy kolekcji.

Warszawski dom mody jest urządzony jak wszystkie inne sklepy CH Carolina Herrera na całym świecie. Przestrzeń jest niezwykle elegancka, ale jednocześnie ciepła i zmysłowa. Ważną funkcję pełni światło, a każda część sklepu jest inna – w dziale męskim dominują szarości, brązy, czernie z akcentami czerwieni i srebra. Podłogi wykonane z rafii i drewnianych paneli dopełniają komfortu wnętrza. W części dla kobiet panuje zupełnie odmienna atmosfera. Pluszowe dywany, jedwabne zasłony, poduszki muśnięte czerwonym światłem sprawiają, że każda kobieta czuje się dobrze w tym przyjaznym wnętrzu.