Dzieje biżuterii, jak w soczewce skupiają w sobie najważniejsze wydarzenia z historii ludzkości, są wielką kroniką naszych pragnień, marzeń o luksusie i pięknie. Bardzo sprzyjające warunki wydobywania złota w Egipcie i Mezopotamii sprawiły, że zaczęto wyrabiać z niego przedmioty i ozdoby. Początkowo zajmowano się jego obróbką na zimno, a technikę wytapiania rozwinięto dopiero w czwartym wieku przed naszą erą, po wynalezieniu specjalnej dmuchawki pozwalającej uzyskiwać temperaturę do tysiąca czterystu stopni Celsjusza. To właśnie egipscy rzemieślnicy przekazali wiedzę o tym królewskim metalu. Jego wydobyciem zajmowali się oczywiście niewolnicy. W pierwszym tysiącleciu wprowadzono w Nubii ścisłą kontrolę wydobycia cennego kruszcu. Najwcześniejszą zachowaną biżuterią egipską jest bransoleta odnaleziona w grobowcu króla Zen z pierwszej dynastii około dwa tysiące osiemset lat przed naszą erą. Odznacza się niezwykle pięknym i prostym wykonaniem, jest ozdobiona turkusami i ametystami, bardzo charakterystycznymi dla tego okresu. Z końca siódmego wieku przed naszą erą pochodzą dwa diademy, będące ozdobą księżniczki Ehnumet. Jednym z najzdolniejszych egipskich złotników był Beni Hassan – potrafił wykuwać niezwykle delikatne ozdoby, wplatać cieniutki drucik w kamienie szlachetne oraz płytki złota. Wykonywał zdobienie, które nosi nazwę „złotego piasku”. Tę umiejętność złotnicy egipscy przekazywali przez około trzy tysiące lat, do momentu, kiedy któryś z nich zabrał tajemnicę do grobu. Dopiero odkrycie grobowca Tutenchamona w 1922 roku przez Cartera dało nam wyobrażenie o potędze i wielkości egipskiego złotnictwa.
Sztuka etruska, której złoty wiek przypadł na pierwsze tysiąclecie przed naszą erą, składała się na elementy zdobnicze w postaci lwów, sfinksów, żuków. Pierścienie wytwarzane były z pełnego złota, kolczyki wykonywano ze złotej repusowanej blaszki bogato zdobionej filigranem i malutkimi złotymi kulkami oraz łańcuszkami zakończonymi wisiorkami. Bransolety natomiast często przybierały finezyjny kształt spirali, na której widniały głowa i ogon węża, oczywiście ze złotymi łuskami.
Starożytni Grecy, w odróżnieniu od Etrusków, nie lubili bogatych zdobień – ich sztukę jubilerską cechował umiar elementów dekoracyjnych, choć wprowadzano również grawerowanie. Scytowie, zamieszkujący wybrzeże Morza Czarnego oraz dolny Dniepr, wytwarzali charakterystyczną biżuterię z wizerunkiem słońca, złote szpile i zausznice. W grobowcach używano złotych płytek osłaniających oczy i wargi zmarłych – miało to chronić przed działaniem złych sił. Sztukę scytyjską wyróżnia kompozycja o tematyce zwierzęcej, wręcz bajkowej. Scytowie znali już technikę odlewniczą, znakomicie opanowali też technikę inkrustowania, a także stosowali w biżuterii ażurowanie. Z kolei starożytny Rzym był pod dużym wpływem sztuki greckiej i etruskiej, mimo to wypracował swój własny styl. Do tej pory podziw wzbudzają liczne kamee, zwłaszcza te, które są grawerowane w drogich kamieniach, a nie w muszlach. To właśnie Rzymianie wprowadzili sygnety-pierścienie pieczętne. Czasy średniowiecza to raczej okres wytwarzania przedmiotów liturgicznych, a nie biżuterii. Dominowały wspomniane sygnety oraz proste brosze z inskrypcjami. Oczywiście królowe i królowie na bieżąco powiększali swoje kolekcje, niezależnie od czasów. W średniowieczu powstały głównie diademy i korony, pojawiły się naszyjniki z głębinowych pereł.
Epoka renesansu była również odrodzeniem sztuki złotniczej. Włochy stały się kolebką nowej ery – Benvenuto Cellini wykonał kunsztowną solniczkę z dwiema figurami: bogiem mórz Neptunem oraz z boginią ziemi Ceres. W renesansie kamienie szlachetne miały niewielkie zastosowanie w biżuterii. Wówczas były one bardzo modnym lekarstwem. Arystokracja zażywała ogromne ilości sproszkowanych kamieni szlachetnych, z których najdroższy był oczywiście diament. Handel kamieniami szlachetnymi doskonale się rozwijał, gdyż stosowane do celów leczniczych, były towarem szczególnie pożądanym przez bogatych ludzi. Naturalnie, oprócz „zjadania” kamieni przez arystokrację, ten sam stan zaczął również nosić pełną przepychu, a zarazem elegancką biżuterię, mającą znamiona doskonałego kunsztu jubilerskiego (pojawił się szlif tablicowy między innymi diamentów, szafirów, rubinów), a nie, już w tym czasie złotniczego.
Damy dworu, w szczególności we Francji, nosiły suknie przeciążone piękną biżuterią ozdabianą emalią, perłami, diamentami i innymi kamieniami szlachetnymi. Nawet mężczyźni zaczęli nosić biżuterię, były to klipsy, tak zwane „bukle”, a jubilerzy zrzeszyli się w cech, obierając sobie za patrona świętego Eligiusza. Biżuteria z szesnastego wieku to również kunsztowne zegarki, mające nawet formę kwiatów czy krzyży. Wskazówki były tak pięknie zdobione, że stanowiły zupełnie oddzielną ozdobę. Francja rozpoczęła ekspansję zegarków do Szwajcarii, która wytwarza je do dnia dzisiejszego.
Szeroko stosowane emalierstwo powoli ustąpiło pod koniec szesnastego wieku sztuce szlifowania diamentów. Jednym z ich wielkich miłośników był Mazzarini, ich znawca i kolekcjoner – jego zbiory można obejrzeć w Luwrze. Diamenty pokochali kobiety i mężczyźni, królowe i królowie, kardynałowie oraz cała arystokracja Europy. Dlaczego? Otóż wtedy właśnie zaczęto nadawać im szlif – dopiero dzięki tej technice, ukazującej w jaki sposób odbijają światło, wydobyto z nich całe piękno. To właśnie życie, blask, rozszczepione światło w pryzmacie diamentu, tak zwany „ogień”, zachwycają i powodują, iż pragniemy ich po dzień dzisiejszy.
W 1655 roku w Indiach wydobyto ogromny diament Koh-i-noor (w tłumaczeniu Góra Światła) – nazwa doskonale oddaje jego istotę, gdyż naprawdę tak wygląda. Jest umieszczony w koronie królowej Elżbiety i przechowywany w londyńskiej zbrojowni Tower. Za czasów Ludwika XV pojawił się zupełnie nowy styl biżuterii – rokoko. Z ogromną lekkością i finezją tworzono efektowne klejnoty. Powstały kolie i diademy w kształcie girland kwiatowych i bukietów, wykonane z drogocennych kamieni, pereł i emalii. Zupełnie inną biżuterię wykonywano za czasów Ludwika XVI – to biżuteria sentymentalnych uczuć i nastrojów, charakteryzuje ją delikatność kompozycji kolorystycznej, co osiąga się między innymi przez bardzo dyskretne pokrywanie złotej oprawy diamentu otoczką szarej lub niebieskiej emalii. Do łask wróciły kamee, które prym wiodły w renesansie – to w związku z odkryciem Pompei i Herculaneum. Wkomponowywano je w pierścienie w formie wydłużonej, otoczonej drogimi kamieniami lub emalią – tak zwane Marquises (markizy).
Czasy baroku (siedemnasty-osiemnasty wiek) kochały przepych, blichtr i dekoracyjność i taka jest też biżuteria z tego okresu. Z wielkim upodobaniem stosowano kamienie o intensywnych barwach – rubiny, szmaragdy i szafiry, których blask zwiększano podkładając pod nie folie metalowe. Formę płaskich tafli – szlifu tablicowego – zakutych w masywne oprawy, kasty, powoli wypierały kamienie opracowane jako wielopłaszczyznowe bryły – późniejsze szlify diamentowe oprawione w ażurowe koszyczki, często otoczone rzędami diamentów. Ulubionym elementem dekoracyjnym były luźno wiszące perły. W osiemnastym wieku wszystkie klejnoty stały się niezwykle delikatne, ażurowe, w większym stopniu usiane diamentami. Nastąpiło uspokojenie kolorystyczne, zarówno w doborze kamieni, jak i emalii.
Niestety czasy Rewolucji Francuskiej zahamowały rozwój sztuki jubilerskiej. Bazowały one na wcześniejszym stylu, ale biżuteria nabierała bardziej surowego charakteru. Wyprawa Francuzów do Egiptu zaowocowała pojawieniem się nowych wzorów w postaci sfinksów, skarabeuszy i obelisków. Wraz z Napoleonem wkroczył do biżuterii pompatyczny styl empire z charakterystycznymi dla niego skrzydłami. Bransoletki w kształcie serpentyn, klejnoty otoczone zmatowiałym złotem tworzyły kompozycje o niezwykle subtelnym wyrazie. Burzliwy rozwój i rozkwit biżuterii przypada oczywiście na wiek osiemnasty i dziewiętnasty. Złoto pojawiło się w wielu odcieniach, emalia w całej gamie kolorów, zaczęła być tworzona biżuteria z najbardziej szlachetnego, ale też najbardziej wymagającego metalu szlachetnego, a mianowicie z platyny. To właśnie ona jest głównie używana do oprawy diamentów i innych kamieni szlachetnych. Ale to już inna historia.
Autor: Anna Sasorska