Izabela Kopeć – wokalistka obdarzona mezzosopranowym głosem operowym, łącząca różne style muzyki, w rozmowie z CHIC.
Mezzosopran operowy w wydaniu klasycznym, w połączeniu z muzyką pop lub mocniejszymi dźwiękami rocka, to muzyka jaką tworzysz. Jak ludzie przyjmują takie połączenie?
Gra we mnie każdy rodzaj muzyki – klasyczny Bach, operowe arie Rossiniego czy Bizeta, jak i pop w łagodnym wydaniu. Łączenie tych z pozoru zgoła odmiennych stylów jest dla mnie naturalne. Nie mogę ograniczyć się do jednego rodzaju muzyki. Zostałam obdarzona głosem operowym, mezzosopranem lirycznym, ciężko pracowałam ucząc się wiele lat śpiewu, ale moją drogą nie jest jedynie muzyka klasyczna. Muzyka to szczere emocje, uczucia, to wszystkie przeżycia jakich doświadczamy. Myślę, że moi słuchacze odczytują tę szczerość, dzięki czemu mogą poddać się sile oddziaływania muzyki i są zadowoleni.
Jak to jest z muzyką, którą tworzysz? Czy mimo tej różnorodności preferujesz jakiś konkretny styl, rodzaj muzyki? Ja nie mogę zamknąć się w jednym rodzaju muzyki. Wychowałam się na bluesie, jazzie i rocku. Słuchałam takich ikon rocka, jak Pink Floyd, The Doors, Led Zeppelin, Deep Purple, Janis Joplin. Ta muzyka jest w moim sercu, tak jak muzyka klasyczna. Nawet na egzaminach w szkole muzycznej śpiewałam utwory klasyczne Mozarta, Haendela czy Bacha i dwa standardy jazzowe lub kawałki bluesowe. Głos jest jedynie narzędziem, dzięki któremu wydobywam najgłębsze emocje. Ważne jest to, żeby czuć muzykę, którą się śpiewa. Wtedy emocje są szczere, a słuchacze to wyczuwają bezbłędnie.
Kiedy zaczynałaś swoją karierę nikt właściwie nie myślał o tak odważnym łączeniu stylów muzycznych, choć na Zachodzie solistki operowe śpiewały rocka, urzekając świat oryginalnością. Czy było Ci trudno przekonać innych do swojego pomysłu na muzykę?
Rzeczywiście, na początku było trudno. Jedenaście lat temu, kiedy zaczynałam karierę ten rodzaj muzyki praktycznie nie istniał. Słuchacze porównywali mnie do Divy z Piątego Elementu, a ja nigdy wcześniej nie widziałam tego filmu. Ludzie w Polsce nie znali takiej otwartości w łączeniu stylów. Uważali, że wokal operowy można usłyszeć tylko w operze, a muzykę pop na koncercie. Jednak na przestrzeni dziesięciu lat mojej drogi zawodowej wiele się zmieniło. To co ja robiłam na początku kariery, w pewnym momencie stało się popularne w Europie, między innymi we Francji i Włoszech. Kiedy dostałam płytę Emmy Shapplin pomyślałam, że to piękna muzyka, ale przecież ja taką tworzę w Polsce i to już co najmniej od ośmiu lat! Jednak Francja to zupełnie inny rynek muzyczny. Tam śpiewaczki miały łatwiej, może dlatego, że widownia była bardziej wyedukowana, poszukująca nowości. Poza tym media kształtują podejście ludzi do kultury wyższej. Niestety obecnie nie mają większej ambicji kreowania gustów słuchaczy.
A jak jest teraz? Czy coś się w tym względzie zmieniło w naszym kraju?
Mogę z satysfakcją powiedzieć, że jest o wiele lepiej. Mnóstwo osób życzliwie przyjmuje moją muzykę. To wielka radość dla artysty, że ma z kim, a przede wszystkim dla kogo tworzyć. Jednak ja w to włożyłam wiele wysiłku i poświęciłam dużo czasu. Przez osiem lat uczyłam się jednocześnie w dwóch szkołach podstawowych – zwykłej i muzycznej, potem było liceum zwykłe i następnie muzyczne, a w konsekwencji sześcioletnie studia muzyczne. Nauka śpiewu, gry na gitarze czy szlifowanie techniki, to dopiero początek. Praca nad głosem trwa bowiem całe życie zawodowe. Każdy utwór muzyczny wymaga innych umiejętności, ale także i nakładu pracy. Potem rozpoczęłam karierę zawodową, spotykałam się z wieloma ciekawymi osobami, dużo koncertowałam. Byłam i jestem niezależna, wzięłam karierę w swoje ręce. Przez to miałam możliwość podróżowania i współpracowania z wieloma kompozytorami, jak na przykład Wojciech Konikiewicz, Henri Seroka, Christophe de Voise, Tomek Szymuś czy Michał Jelonek. Nie szłam na kompromis, ale dzięki temu teraz mogę powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowana i spełniona. Zawsze śpiewam muzykę, którą lubię!
Wiem jak ważny jest dla Ciebie zdrowy tryb życia, który prowadzisz między innymi medytując i właściwie się odżywiając. Twoim zdaniem również muzyka może oddziaływać na nas pozytywnie i pomagać w codziennych zmaganiach?
Oczywiście, że tak! Muzyka ma ogromną moc. Barwa i wibracja głosu, siła z jaką wydobywasz z siebie dźwięk wpływają na nas bardzo różnie. Podczas koncertu ludzie się wzruszają. Niektórzy płaczą, inni czują się zrelaksowani i odprężeni. Kiedy śpiewam czuję smak życia we wszystkich wymiarach – od metafizyki po naturę. Muzyka wypełnia całe moje życie. To właśnie ona wykształciła we mnie
wielką wrażliwość na dźwięk i piękno.
Tworzysz też muzykę medytacyjną wraz z gongami i misami tybetańskimi. To prawda. Połączenie gongów z uspokajającymi mantrami i wokalizami sprawia, że ludzie się relaksują, inni odblokowują. Czasami dla higieny psychofizycznej organizuję koncerty energii i dźwięku, wraz z zaproszonymi muzykoterapeutami. Jest to świetny relaks, a dla wielu uczestników to wspaniała zabawa. Nagrałam dwie płyty z muzyką relaksacyjną „Między niebem i ziemią” oraz „Bractwo Aniołów”, wraz z zaproszonymi muzykoterapeutami. Śpiew jest jednym z naturalnych komponentów naszego życia. Najważniejsze jest to, by żyć w zgodzie z naturą i rozumieć potrzeby swojego organizmu, nie zapominając przy tym o równowadze ducha i ciała. Medytacje, joga, gongi i misy tybetańskie to coś dla ducha, a zdrowe odżywianie, sport, fitness i SPA dla ciała. Będąc osobą publiczną muszę dbać o swój wizerunek, dlatego przykładam dużą wagę do dobrych ubiorów i właściwie dobranych fryzur. Szczególną uwagę poświęcam pielęgnacji skóry, używam profesjonalnych kosmetyków cenionej na świecie holenderskiej marki Medex Bio Science Cosmetics i chętnie korzystam z zabiegów pielęgnacyjnych tej marki. Na stałe współpracuję z kilkoma projektantami, którzy przygotowują moje stroje.
Twoja najnowsza płyta „Five” w dużym stopniu potwierdza tę zażyłość z naturą? Muzyka na tej płycie wciąga jakby pochodziła z samego rdzenia, istoty i źródeł życia – ziemi, powietrza, wody i ognia. Cztery żywioły i mój głos – energia – piąty żywioł, który wszystko stapia w jedno „Five”. Płyta jest pełna miłości, namiętności oraz emocji przenikających umysły i serca słuchaczy.
Płyta jest też – podobnie zresztą jak cała Twoja twórczość – harmonijnym połączeniem wielu stylów muzycznych?
Utwory, które znalazły się na płycie, to autorskie kompozycje i nowoczesne adaptacje wybranych utworów z muzyki klasycznej, ballady, fado, bosanovy, tanga czy standardów jazzowych. To także art-rock i pop-opera w mocnej rockowej aranżacji Filipa Kuncewicza, kompozytora i aranżera oraz znakomitej instrumentacji smyczkowej Michała Jelonka – rockowego skrzypka 2009 roku. Każdy utwór powstał pod wpływem jakichś emocji, przeżyć. Zawsze tworząc, a później śpiewając podczas koncertu zatapiam się w muzyce i oddaję się jej bez reszty.
Z pewności niektórzy miłośnicy Twojej twórczości zastanawiają się dlaczego nie śpiewasz w ojczystym języku? Śpiewanie w języku polskim jest bardzo trudnym zadaniem. Mówiąc w pewnym uproszczeniu, nie jest on po prostu śpiewny. Muzyka, którą tworzę jest harmonijna, więc dźwięki nie mogą być poszarpane i urwane. Język polski nie daje możliwości wyśpiewania płynnych dźwięków. Belcanto nie bez kozery powstało we Włoszech. Na płycie śpiewam w pięciu językach – włoskim, francuskim, portugalskim, angielskim oraz bardzo ekspresyjnym i melodyjnym języku hiszpańskim. Może kiedyś uda mi się zaśpiewać po polsku, ale będzie to z pewnością specjalny projekt.
Co wyróżnia Izabelę Kopeć? Większość artystów operowych jest skupionych na odtwarzaniu i interpretacji tego co ktoś już stworzył. Ja także to robię, ale zawsze miałam muzykę w sobie i chciałam ją komponować. Tworzę więc i nagrywam własne utwory, żeby przekazywać swoją wizję świata muzycznego, moje szczere emocje i uczucia. Poza tym zostałam obdarzona szczególną umiejętnością płynnego przechodzenia w ramach jednego utworu, od głosu operowego do „białego”, używanego w utworach popularnych. Jest to dar dostępny dla nielicznych artystów operowych. Myślę, że wyróżnia mnie także ogromna pasja, oddanie i miłość do muzyki, co z pewnością pomaga mi w pracy. Jestem śpiewaczką, kompozytorką, producentką. Gdyby nie pasja, trudno byłoby mi połączyć te wszystkie role.
A jakie są Twoje najbliższe zamierzenia?
Pracuję właśnie nad nową płytą – „Blisko Chopina”, która będzie zawierać utwory inspirowane właśnie twórczością Fryderyka Chopina. Pierwsze wykonanie planowane jest w maju podczas Festiwalu w Międzyzdrojach. To niedaleka przyszłość, a mnóstwo pracy jeszcze przede mną. Poza tym mam w planach kolejne płyty z muzyką relaksacyjną z gongami tybetańskimi. Życzę zatem realizacji wszystkich planów i dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:
Agnieszka Kędzierska