JESTEŚ W ARCHIWUM NUMERU NR 6 / WIOSNA ' 10 BUTIK MODA STYL ŻYCIA ARCHITEKTURA SZTUKA MOTO URODA

Podniebny luksus

Śniadanie w Paryżu, obiad w Londynie, kolacja w Wenecji? Spotkanie biznesowe w Genewie? A może weekend na lodowcu? Wystarczy jeden telefon i już za dwie godziny możesz zacząć realizować swój plan.

Lotnictwo dyspozycyjne zyskało na świecie bardzo dużą popularność. Coraz więcej biznesmenów, menedżerów i zamożnych ludzi rezygnuje z regularnych linii i przesiada się do bizjetów. Ma to między innymi związek z nienajlepszą sytuacją na rynku lotniczym. Wzmożony przewóz i ograniczona powierzchnia terminali powodują, że podróż samolotem wiąże się ze stratą wielu godzin w kolejkach do licznych punktów zaostrzonej kontroli dokumentów i bezpieczeństwa. Pasażer business class nie może już liczyć na szybszą obsługę, gdyż podobnych mu klientów jest wielu. Tradycyjni przewoźnicy wszędzie poszukują oszczędności, a w konsekwencji obniża się jakość przelotu dla pasażerów. Natomiast podróż służbowa może trwać nawet kilka dni, chociaż w jej trakcie planowane są zaledwie dwa spotkania – wynika to z ograniczonej liczby rejsów, braku dostępności miejsc oraz określonego rozkładu lotów. W związku z taką sytuacją, szybkość i komfort podróży prywatnym odrzutowcem nie są już zarezerwowane dla nielicznych. Dzięki możliwości czarteru nowoczesnego i ekonomicznego samolotu, ekskluzywną podróż może odbyć coraz więcej ludzi sukcesu poszukujących wygodniejszego sposobu latania.

Na czym dokładnie polega luksus latania prywatnym odrzutowcem?

Dla biznesmena najważniejsza jest oszczędność czasu, bo czas to pieniądz. Dzięki maksymalnym pułapom lotu, sięgającym około piętnastu tysięcy kilometrów, odrzutowce dyspozycyjne są w stanie latać powyżej zatłoczonych korytarzy powietrznych zajmowanych przez samoloty rejsowe. Pozwala to na szybsze dotarcie do celu, bo można uzyskać zgodę na skrócenie trasy, a także na mniejsze zużycie paliwa i obniżenie kosztów. Na lot wystarczy przyjść do terminalu zaledwie dziesięć minut przed startem samolotu. Pasażerowie przechodzą krótką kontrolę bezpieczeństwa w kameralnym terminalu VIP, gdzie oczekuje na nich kapitan.

Ekskluzywna podróż to także komfort na pokładzie – wnętrza z dopracowanymi detalami, skórzane fotele oraz urządzenia multimedialne, na przykład internet, telefon satelitarny, faks, drukarka, odtwarzacz dvd. Kolejna zaleta to brak postronnych osób. Przelot można wykorzystać na biznesowe rozmowy – przygotowanie i omówienie planowanego spotkania, natomiast powrót – na wypoczynek. W czasie podróży serwowane są potrawy z najlepszych restauracji, wybierane według życzenia pasażera, które w większości samolotów podaje stewardessa. Gość na pokładzie ma też do wyboru przekrój ekskluzywnych alkoholi.

Bezpieczeństwo  to jeszcze jedna przewaga biznesowych jetów.

Prywatny odrzutowiec nie był dotąd obiektem ataku terrorystów. Jednakże każda firma, która chce świadczyć usługi odpłatnego przewozu lotniczego i uzyskać certyfikat przewoźnika, musi spełniać wymagania dotyczące obszarów prawidłowego funkcjonowania obsługi technicznej samolotów, szkoleń załóg, standaryzacji procedur w kokpitach, a także systemu audytów wewnętrznych.

Największym światowym potentatem w dziedzinie prywatnych przelotów jest firma NetJets należąca do Warrena Buffetta. Przed spowolnieniem rozwoju gospodarczego świata zainteresowanie czarterami samolotów NetJets wzrastało z roku na rok i tym samym firma umocniła swoją pozycję na świecie. W Europie prężnie działają w ten sposób takie firmy, jak austriacki przewoźnik JetAlliance, Amira Air, czy też niemiecka linia Windrose Air mająca jeden z oddziałów w Polsce.

Pod względem możliwości wynajęcia samolotu Polska wbrew pozorom nie zostaje w tyle. Do tak wysokiej klasy lotnictwa niewątpliwie przyczyniła się spółka Blue Jet, która jest największym przewoźnikiem dyspozycyjnym w Europie Środkowej i Wschodniej. Przedsiębiorstwo zostało utworzone w 1998 roku i początkowo założeniem firmy było jedynie zarządzanie samolotami prywatnych właścicieli. W 2006 roku spółka uzyskała certyfikat przewoźnika lotniczego AOC i od tego czasu rozpoczęła wykonywanie lotów komercyjnych.

Blue Jet posiada do dyspozycji cztery nowoczesne odrzutowce (wyprodukowane w latach 2003-2008), którymi rocznie wykonuje kilka tysięcy operacji lotniczych, a trzy kolejne właśnie dołączyły do floty firmy. Najmniejszym wykorzystywanym przez przewoźnika samolotem o zasięgu do 2600 km jest Beechcraft Premier 1A. Ma on sześć miejsc dla pasażerów i obszerną, jak na swoją klasę, kabinę – cieszy się więc dużym powodzeniem wśród podróżujących. Firma dysponuje także dwiema amerykańskimi Cessnami Citation Jet 2. Ten popularny samolot zabiera na pokład siedmiu pasażerów, a zasięg wynosi do 2700 km. Dzięki niewielkim wymiarom jest to ekonomiczny odrzutowiec, zdolny do lądowania na wielu niedostępnych dla dużych samolotów lotniskach mających krótki pas startowy lub stromą ścieżkę podejścia – jak lotnisko London City. Koszt przelotu takim samolotem można nawet porównać do wydatków za podróż tradycyjnymi liniami w klasie biznes. Trzecim co do wielkości samolotem Blue Jet jest Cessna Citation XLS, która mieści

na pokładzie dziewięciu pasażerów. Maksymalny zasięg tego odrzutowca to 3270 km. Można więc wybrać się nim bez międzylądowania nawet poza Europę, na przykład do Egiptu lub Maroka. Siedmioosobowy Bombardier Learjet 60 XR, którym od niedawna dysponuje przewoźnik, osiąga prędkość 850 km/h i można nim dolecieć bez międzylądowania na odległość do 4330 km. Poprzez wykorzystanie najnowocześniejszych rozwiązań technicznych, maksymalny pułap dla tego odrzutowca wynosi 15 km. Podróżowanie na takiej wysokości nie tylko daje możliwość oszczędzenia czasu, ale także zmniejsza poziom hałasu oraz turbulencji. Na pokładzie kolejnego samolotu firmy – kanadyjskiego Bombardiera Challengera 300 – może podróżować dziesięć osób. Wyróżnia się on bardzo dużymi osiągami – prędkość wznoszenia wynosi około 800 m/min, a prędkość przelotowa to ponad 870 km/h. Dzięki temu, że Challenger 300 ma zasięg 5700 km, klienci Blue Jet podróżują bez przesiadki nawet do Dubaju, na Wyspy Kanaryjskie, do Nowosybirska.

Najbardziej luksusowy odrzutowiec biznesowy świata, stworzony do podróży międzykontynentalnych, to czternastoosobowy Bombardier Global 5000.

Taki samolot również zalicza się do floty spółki Blue Jet. Zasięg 9600 km i osiągi prędkości do 950 km/h umożliwiają bezpośredni i najszybszy przelot z Warszawy do Hongkongu, Johannesburga czy Miami.

Na pokładzie Globala 5000  można poczuć się nawet jak w nowoczesnym biurze.  Do dyspozycji pasażera jest telefon satelitarny, internet bezprzewodowy, faks, a także system audio-video. Poprzez kamery zewnętrzne można podziwiać niedostępne zwykle widoki roztaczające się przed i pod samolotem.

Dzięki tak licznej i nowoczesnej flocie prywatni przewoźnicy zyskują sobie coraz więcej klientów zarówno biznesowych, jak i prywatnych. Główne kierunki podróży wybierane przez biznesmenów to Niemcy, Szwajcaria, Francja, Wielka Brytania, Ukraina, Rosja. Osoby prywatne dla wypoczynku najchętniej wybierają takie miejsca, jak basen Morza Śródziemnego, Alpy oraz egzotyczne wyspy – Seszele, Malediwy.

Do najlepszych narciarskich kurortów w Austrii, Szwajcarii, Francji, a także w Laponii można wybrać się luksusowo wyposażonym samolotem Beechcraft King Air 200GT z siedmioma miejscami pasażerskimi w standardzie VIP firmy Ad Astra Executive Charter. Spółka jest certyfikowanym przewoźnikiem lotniczym operującym w segmencie lotów biznesowych od 2008 roku. Analizując rynek charteru małych samolotów przewoźnik zdecydował się na wybór do swojej floty samolotów turbośmigłowych. Wbrew obiegowej opinii utrzymują one wysoki standard usługi i prestiż, a ze względu na szczególną charakterystykę tego typu statków powietrznych, podwyższają elastyczność operacyjną. Krótkie, wysoko położone, często nie w pełni odśnieżone pasy startowe regionalnych lotnisk w Europie nie stanowią przeszkody w bezpiecznym operowaniu.

Ad Astra Executive Charter jest bardzo dobrym przykładem, że kryzys nie dotknął czarterowych przewozów lotniczych. Firma w poprzednim roku odnotowała znaczący przyrost liczby wykonywanych operacji i dołączyła do swojej floty trzy nowe samoloty. Oprócz King Air 200GT o zasięgu do 3334 km i prędkości do 570 km/h Ad Astra Executive ma do dyspozycji luksusową maszynę – King Air C90 GTI z sześcioma miejscami, maksymalną prędkością przelotową 500 km/h i zasięgiem do 2446 km. Firma może pochwalić się posiadaniem samolotu Baron G58 – jednej z niewielu tego typu maszyn w Europie używanej do komercyjnego przewozu pasażerów. Nowe wygodne wnętrze, pięć miejsc dla pasażerów, prędkość do 370 km/h i zasięg 2500 km, ale przede wszystkim niskie koszty przelotu czynią z niego doskonały środek transportu. Wszystkie trzy samoloty wyprodukowane zostały przez amerykańską firmę Beechcraft.

Czarter statków powietrznych do lotów na terenie Polski i Europy można wykonać także z firmą Sky Poland. Bazy lotnicze przewoźnika mieszczą się w Warszawie na lotnisku Bemowo oraz na lądowisku w Konstancinie. Z tych miejsc dotarcie na spotkanie w dowolnym mieście w Polsce zajmie biznesmenowi maksymalnie dwie i pół godziny.

Przedstawiciele światowej finansjery coraz częściej decydują się na posiadanie własnego odrzutowca. Jest to niewątpliwie prestiż, ale  powód zakupu bizjeta to przede wszystkim bezpieczeństwo, wygoda, oszczędność czasu i pieniędzy .

Takie posunięcie opłaca się pod warunkiem, że biznesmen spędza w samolocie minimum dwieście godzin rocznie.

Wynajęty czy własny odrzutowiec staje się nieoceniony przy realizacji każdej podróży. Kto raz przekonał się co znaczy ekskluzywny przelot w prywatnym, wyłącznie do jego dyspozycji biznesowym jetem, nie będzie chciał nawet myśleć o tradycyjnym lataniu regularnymi liniami.

 

Autor:

Iwona Walentynowicz

Hotel z rodowodem

W poszukiwaniu hoteli godnych polecenia naszym czytelnikom dotarliśmy tym razem do znanej polskiej miejscowości uzdrowiskowej – Szczawnicy. Jest ona położona zaledwie 110 kilometrów od Krakowa i stanowi główną atrakcję turystyczną Pienin. Ceniona nie tylko za wyjątkowe położenie i niezaprzeczalne walory przyrodnicze, ale również za bogatą ofertę zabiegów specjalistycznych oraz źródła wody mineralnej o udowodnionych właściwościach leczniczych, Szczawnica była „Perłą” na mapie uzdrowisk polskich w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W tamtym czasie to małe miasteczko rozwijało się w iście błyskawicznym tempie. Powstawały sanatoria, domy zdrojowe i hotele, a dzięki temu na wczasy do Szczawnicy przyjeżdżali liczni turyści, między innymi przedstawiciele polskich elit i arystokracji. Okres powojenny nie był już tak łaskawy, zwłaszcza dla przedwojennych posiadłości. Ze starych luksusowych hoteli w większości przypadków pozostało wspomnienie. Budynki zaadoptowane przez komunistów oraz nowe „twory” architektoniczne straszyły wyglądem. Jednak samo miasteczko z Parkiem Zdrojowym, Placem Dietla, przepięknym widokiem na góry zawsze przyciągało turystów pragnących wypocząć i zregenerować siły. Mając na względzie walory turystyczne Szczawnicy oraz jej bogatą historię, niezwykle uradowała nas informacja o tym, że jedna z przedwojennych willi –  „Pod Modrzewiami”  – po powrocie do rąk prawowitych właścicieli została odrestaurowana i otworzono w niej pierwszy pięciogwiazdkowy hotel w Pieninach , noszący nazwę „Modrzewie Park Hotel”!

Historia samego budynku jest niezwykle burzliwa. Został on wzniesiony w 1938 roku, a jego nazwa pochodzi od lokalizacji na zalesionej modrzewiem części parku zdrojowego. Willę oddano do użytku gości hotelowych wiosną 1939 roku. Podczas II Wojny Światowej wielokrotnie stanowiła schronienie dla niezliczonej liczby polskich arystokratów, wysiedleńców i uciekinierów z różnych stron Polski. W Księdze gości, skrupulatnie prowadzonej przez lata przez Stefana Swieżawskiego, odnotowano między innymi nazwiska Czartoryskich, Krasińskich, Lubomirskich, Mańkowskich, Rylskich, Sapiehów, Sierakowskich, Starowiejskich czy Zamoyskich. Właściciele willi, tak jak i cała rodzina Adama Stadnickiego, należeli do Armii Krajowej. W pensjonacie działał zakonspirowany punkt kontaktowy i przerzutowy dla żołnierzy AK. Po zakończeniu wojny budynek podzielił los całego majątku rodziny Adama Stadnickiego – został skonfiskowany i upaństwowiony. W roku 1998 powrócił do prawowitych właścicieli, a w 2005 roku André Mańkowski, wnuk Adama Stadnickiego, postanowił zainwestować w posiadłość i tchnąć w budynek nowe życie. Jego celem było stworzenie wyjątkowego hotelu. Potrzeba było jednak kilku lat, by dobrze znany w przeszłości pensjonat został na nowo zaplanowany, zagospodarowany, zmodernizowany, odnowiony i ponownie udekorowany. W efekcie powiększył się on o centrum Wellness, basen i przestrzeń biznesową. Tak właśnie powstał „Modrzewie Park Hotel” , który otworzył swoje podwoje w lecie 2009 roku. Z przyjemnością sprawdziliśmy czy goście hotelowi  mogą czuć się tu komfortowo , korzystając ze wszystkich dobrodziejstw pięciogwiazdkowego standardu, jakim szczycą się właściciele hotelu.

Specjalnie dobrane kompozycje kolorów, balkony, tarasy, elementy architektury i dekoracje wnętrz oraz sposób oświetlenia pomieszczeń nadają hotelowi ponadczasowego charakteru i powodują, że panuje w nim niemalże domowa atmosfera. Nic w tym wyborze, w poszukiwaniu dyskretnej elegancji nie jest przypadkowe. Pokoje i Suites, rozmieszczone według istniejącego już planu budynku, zostały zaaranżowane indywidualnie. Przedmioty i tkaniny zabierają gości w podróż po różnorakich wpływach, które naznaczyły okres Art deco. Każdy szczegół wyposażenia został skrupulatnie przemyślany – kołdry z gęsiego pierza, puszyste szlafroki, którymi tak miło jest się otulić, kosmetyki do kąpieli marki Hermes, szlachetne surowce i przedmioty oraz tarasy i balkony, z których można podziwiać krajobraz sprawiają, że każdy pokój jest jedynym w swoim rodzaju, zacisznym schronieniem. Ściany w odcieniach czerwieni, beżu, brązu i złota doskonale komponują się z barwami otaczającego je lasu. Ponieważ budynek znajduje się w rejestrze zabytków, zadanie właścicieli polegało na nadaniu nowego wymiaru, tchnięciu nowego ducha w hotel, nie naruszając jednak tradycji i historii drzemiących w jego murach. Aby uatrakcyjnić pobyt w „Modrzewie Park Hotel” do pierwotnego, historycznego budynku dobudowano centrum wypoczynkowe. Luksusowe wnętrza, nowoczesne wyposażenie oraz profesjonalna obsługa gwarantują relaks na najwyższym poziomie. Na ostatnim piętrze hotelu znajduje się kompletnie wyposażona i gustownie urządzona sala, idealna do spotkań biznesowych. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że posiedzenia zarządu czy też obrad rady nadzorczej w takich warunkach nie powstydziłaby się najlepsza nawet firma.

W restauracji szef kuchni proponuje międzynarodowe dania o subtelnym i oryginalnym smaku, zainspirowane otaczającą naturą. Mieliśmy przyjemność spróbować kilku potraw – filo z łososiem, krem grzybowy, pstrąga, polędwicę wołową ze szparagami, a na deser torcik mascarpone. Wszystkie dania, nie dość, że bardzo smaczne, były gustownie ozdobione i podane. W hotelowym barze panuje sprzyjająca relaksowi kameralna atmosfera. Miękkie fotele wyścielane czarnym aksamitem, rozproszone światło, upajający zapach świec oraz nastrojowa muzyka pozwalają zatopić się w niej bez reszty.

Właściciele zapewniają, że pobyt wypełniony będzie atrakcjami i niezwykłymi chwilami, a obsługa dołoży wszelkich starań by gości oczarowała niepowtarzalna atmosfera, która ma bardziej przypominać duży rodzinny dom niż klasyczny hotel. I faktycznie nie są to zapewnienia bez pokrycia! Kameralny, rodzinny klimat tego małego hotelu oraz życzliwi, bardzo sympatyczni właściciele sprawiają, że podczas pobytu gość czuje się  jak w domu dobrych znajomych.

Z przyjemnością przekonaliśmy się o tym, że jakość usług, wysokie standardy obsługi, jak i gama ekskluzywnych zabiegów czynią z „Modrzewie Park Hotel” wyznacznik luksusu i gościnności.

 

Autor:

Agnieszka Kędzierska

Przygotowania do gry

Zima się kończy, to znaczy, że sezon... tuż tuż. Rodzimi golfiści powoli „zlatują” z ciepłych krajów, wszyscy z utęsknieniem wyglądają wiosny i pierwszych efektów po przepracowanej zimie. Z tym przepracowaniem to różnie bywa. W krajach, w których ta dyscyplina ma już kilkusetletnią tradycję – w Anglii i Australii czy też w Stanach Zjednoczonych – gdzie historia golfa może się niemal równać z historią państwa – zawodnicy wiedzą, że zima to czas na „szlifowanie diamentów”.

U nas jeszcze w większości przypadków doskonalenie gry odbywa się w sezonie, a  zima to czas stracony .  Oczywiście nie dla wszystkich. Jedni pracują na profesjonalnych symulatorach, krytych driving-range’ach i na polach golfowych w tych szczęśliwych krajach, w których śnieg nie daje „odpocząć” trawie.

Są jednak i tacy, którzy wolny czas zimą spędzają przed telewizorem i emocjonują się dokonaniami innych albo przesiadują godzinami w internecie. I potem można usłyszeć licytację, kto widział ciekawsze zagranie. Ale nawet jeśli ktoś zaobserwował genialne uderzenie posyłające piłkę zgodnie z krzywizną fairwaya, to nasuwa się pytanie: „No i co z tego?” . „Będzie można to wykorzystać.” – odpowie zachwycony obserwator, który z naiwnością spogląda na swobodę zawodowych graczy.

Faktycznie, będzie można to wykorzystać – kilka tysięcy ćwiczeń drylowych i jak znalazł. To tak jak z trawą w Anglii. Wystarczy zasadzić, podlewać, przycinać i efekt gwarantowany. Po kilku latach. No, ale uderzenie to nie trawa, chociaż na podobnej nawierzchni i kilka tysięcy swingów, to jedna zima intensywnego treningu. Na ćwiczenie bardziej skomplikowanych manewrów jedna zima nie wystarczy. Takie efektowne zagranie można było podziwiać w wykonaniu Phila Mickelsona podczas turnieju, kiedy to piłka wpadła mu do bunkra tuż przed ścianą. Rutynowo w podobnej sytuacji można jedynie wyrzucić piłkę w bok, żeby uzyskać dogodniejszą pozycję do kolejnego uderzenia. Pozornie Mickelson przy tym położeniu piłki także nie był w stanie jej wybić we właściwym kierunku. Nie miało znaczenia czy to gracz praworęczny, czy leworęczny, bo żaden zawodnik w takiej pozycji nie jest w stanie wykonać dobrego swingu. Mickelson jednak nie chciał stracić uderzenia – a to, co uczynił wprawiło w zdumienie zgromadzonych na polu oraz publiczność na całym świecie, obserwującą to wydarzenie przed ekranami telewizorów. Zawodnik stanął tyłem do kierunku uderzenia i wykonał swing pozwalający na wprawienie piłki w taką rotację, która posłała piłeczkę łukiem najpierw w kierunku przeciwnym do greena, po czym piłeczka zmieniła tor lotu na właściwy, zakreślając w powietrzu łuk, zawróciła i spadła na green obok dołka.

Marzenie, zachwycona publiczność i dobry wynik. Z wywiadu udzielonego po turnieju dowiedzieliśmy się, że  to szczególne uderzenie Mickelson ćwiczył od kilkunastu lat . Właśnie, lepszy wynik wymaga pracy, dyscypliny, cierpliwości, umiejętności krytycznego spojrzenia na swoją grę, na siebie, wymaga pokory i prawdziwego ducha. Niestety, nie każdy podchodzi do golfa z takim nastawieniem i zaangażowaniem. Dla niektórych ta gra to walka o wynik za wszelką cenę, ale bynajmniej nie za cenę ciężkiej pracy. Raczej za cenę uczciwości i honoru, a golf daje wiele sposobności ukrycia błędów i tym samym zafałszowania rezultatu. Każdy musi znaleźć swoją piłeczkę. Jeśli jej nie zaznaczył, kto będzie wiedział, że ta znaleziona nie jest jego? No właśnie, kto będzie wiedział?

Robert Redford wyreżyserował film na podstawie własnego scenariusza, w którym zawodnik wziął udział w turnieju dla podniesienia ducha w miasteczku dotkniętym kryzysem. Bohater przystąpił do gry po wieloletniej przerwie, co zresztą

dało się zauważyć w początkowej fazie turnieju. Jednak w pewnym momencie nastąpił przełom w grze i główny bohater uzyskał szansę zwycięstwa. W kulminacyjnym momencie turnieju i zarazem filmu zawodnik, na którego liczy całe miasteczko, usuwając z okolic piłki jakąś przeszkodę sprawił, że piłka nieznacznie się poruszyła, co dla wyniku oznaczało utratę punktu. Nikt tego drgnięcia piłki nie zauważył poza zainteresowanym zawodnikiem i jego caddim, młodym chłopaczkiem, który ze łzami w oczach błagał swojego pana, żeby nie zdradził tego niefortunnego zdarzenia. Również zapytał: „Kto będzie wiedział?”. Ale zawodnik po bardzo niewielkim zawahaniu odrzekł: „Ja będę wiedział” i zgłosił prawdę sędziemu.

Golf od swego powstania jest grą honorową, bez względu na umiejętności i stawkę – na pierwszym miejscu jest uczciwość. Każdy z graczy powinien o tym pamiętać, że ważne są tylko prawdziwe wyniki i wyłącznie one decydują o poziomie gracza – „papier przyjmie wszystko”, ale cóż z tego, kiedy pole i tak to zweryfikuje. I nie tylko pole. Golf to nie gra przeciwko innym zawodnikom, to gra ze sobą, z własnymi słabościami, z lenistwem, z nieuczciwością. Jeśli ktoś faktycznie przyswoi sobie prawdziwego ducha golfa, to po pewnym czasie wraz z coraz doskonalszym swingiem wznosi się na inne poziomy rzeczywistości prawdziwej, lepszej, honorowej. Gdy inni zawodnicy będą przy nas grali nie fair, to trzeba zdecydowanie reagować, aby nie dawać przyzwolenia na takie postępowanie, ale tak naprawdę, to ich poważna sprawa. Powinni zmienić w golfie przeciwnika, zamiast grać przeciwko innym – powalczyć ze sobą.

A miejsc do ćwiczeń nie brakuje w Polsce i ciągle ich u nas przybywa . Jeśli ktoś ma ochotę zagrać kilka lub kilkanaście rund golfa, każdą na innym polu, na dodatek na polach o wysokim standardzie, polecam wizytę na Śląsku. To chyba jedyne w Polsce miejsce, gdzie można spędzić dwa tygodnie, grając codziennie na innym polu, przemieszczając się nie dalej niż półtorej godziny jazdy od Katowic, a niedługo jeszcze krócej, kiedy autostrada A4 dotrze do granicy z Czechami. Na tak niewielkim terenie można odwiedzić Śląski Klub Golfowy w Siemianowicach, Kraków Valley Golf & Country Club Paczółtowice i Royal Kraków Golf & Country Club w Krakowie, Rosa Private Golf Club w Częstochowie, Golf Club Pszczyna oraz tuż za miedzą, u sąsiadów Czechów – Ropice Golf Course, Park Golf Club TJ Mittal w Šilheřovicach i dwa pola w Prosper Golf Club Čeladná, Golf Club Olomouc, Golf & Ski resort Ostravice, Valassky Golfowy Klub Rożnov pod Radhostem, a także Zamecki Golf Club Kravare.

Śląski Klub Golfowy w ostanim roku zaczął się dynamicznie rozwijać. Kolejne inwestycje, poczynając od „kosmetyki” otoczenia i kształtowania infrastruktury klubu, a kończąc na rozbudowie i dużym uatrakcyjnianiu samego pola, stwarzają nadzieję na powiększenie się rzeszy golfistów na Śląsku. Aż nie chce się wierzyć, że tak doskonale działający klub został zorganizowany przez grupkę zapaleńców w czasach, kiedy golf w Polsce kojarzył się jedynie ze sweterkiem… i jeszcze może z samochodem. W tej chwili prowadzone są prace zmierzające do stworzenia pełnowymiarowego pola klasy mistrzowskiej.

Ktoś, kto nie był tu parę lat, pewnie będzie mile zaskoczony zmianami, jakie nastąpiły. Może one zainspirują do dalszego doskonalenia gry w golfa, żeby odwrócić słowa Harveya Penicka i stworzyć własną maksymę: „ Dobrą grę można jeszcze ulepszyć” .

„Złą stroną złego uderzenia jest to, że może się jeszcze pogorszyć…”

Harvey Penick

 

Autor:

Marek Szołdra

Magia czekolady

Czekolada, w Nowym Świecie znana od początku jego istnienia, w historię Europy wpisuje się od XVI wieku. Choć słodka i kojarzona wyłącznie z przyjemnościami, była jednym z powodów wojen, jakie z koloniami toczyła Hiszpania. To ona była wyrazem klasy i luksusu w XVII-wiecznym Londynie, gdzie pierwsze czekoladziarnie zostały otwarte już w 1657 roku.

W XXI wieku czekolada nie jest co prawda siłą napędową gospodarki i nie świadczy o potędze państw, które ją posiadają, jednak w sztuce cukierniczej nadal pełni najważniejszą rolę, a palmę pierwszeństwa w tworzeniu czekoladowych kreacji dzierżą Belgia, Szwajcaria i Francja. Ogromnym wyzwaniem, jakie stoi przed mistrzami sztuki cukierniczej jest zaproponowanie smaku, który na zawsze będzie kojarzony z największą przyjemnością . Raison d’etre Pierra Marcoliniego to spełnianie marzeń o najdoskonalszych słodyczach. Dlatego zanim zamknie się on w swoim atelier, podróżuje po całym świecie, by zdobyć najlepsze ziarna kakaowca. Jego małe dzieła – głównie czekoladki, które wagą nie przekraczają sześciu gramów, to karnawał tekstur, smaków i finezji. Pierre Marcolini zaskakuje niezwykłymi połączeniami smaków, co w 1995 roku zaowocowało tytułem najlepszego cukiernika na świecie. Wtedy Pierre otworzył swoją pierwszą czekoladziarnię na placu Grand Sablon w Brukseli. Nie spoczął na laurach, w swoich kreacjach coraz odważniej łączył smaki, wydobywając ich nowopowstałą kwintesencję. Jego próby zostały zwieńczone tytułem mistrza Europy w cukiernictwie w 2000 roku, dzięki czemu został zauważony przez belgijski rząd, który nadał mu tytuł ambasadora turystyki Belgii. Najważniejsza jednak pozostała czekolada: „Kocham proste rzeczy, jednak te najtrudniej stworzyć. Myślę, że możemy zaskoczyć ludzi produktami bardziej niezwykłymi, bardziej eleganckimi”. Wszakże – jak mawiał niemiecki architekt Ludwig Mies van der Rohe –  mniej znaczy więcej .

Czekolada ma pozytywne miejsce w naszych wspomnieniach, bo – przeważnie kojarzona z dawaniem bądź dostawaniem prezentów – od razu przywodzi na myśl coś pozytywnego. Nierzadko też ulubione słodycze przywołują

swym smakiem magię dzieciństwa. O magii – związanej nie tylko z utraconą krainą dzieciństwa – wspominają też twórcy firmy DeLafee. Znajduje się ona w Neuchatel w Szwajcarii, mieście najbardziej znanym dzięki najlepszym firmom zegarmistrzowskim na świecie, takim jak Rolex, Audemars Piguet czy Omega. Mało kto zdaje sobie sprawę, że miejsce to, szczególnie przez rdzennych mieszkańców, jest równie często wiązane z legendarną krainą wróżek. Twórcy marki skojarzyli swoją firmę z dobroczynną działalnością tych bajkowych stworzeń – DeLafee znaczy „od wróżek”. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że fabryka mieści się niedaleko wioski La Cote aux fees –  nazwę można przetłumaczyć na Wybrzeże Wróżek . Markę stworzył Sebastian Jeanneret w 2004 roku, a wyrabiane przez niego słodycze są znane przede wszystkim z pięknego złotego koloru. DeLafee zyskała popularność dzięki użyciu do wyrobu swoich produktów 24-karatowego jadalnego złota, a od grudnia 2009 roku – również srebra. W skład złotej kolekcji DeLafee, którą w 2006 roku zaprezentowano na ceremonii rozdania Oskarów częstując wszystkich nominowanych, wchodzą ganache, lizaki, wino musujące, cygara, a nawet herbata.

Połączenie czekolady i złota  kojarzonego z władzą i największym bogactwem to idealny przepis na sukces.  Wykorzystanie złota do przyozdabiania potraw jest znane od stuleci. Tradycyjnie pokryte złotem potrawy były podawane na Dalekim Wschodzie z okazji Nowego Roku, a w Indiach złote owoce to wyraz najwyższego statusu społecznego i bogactwa.

Czekolada jest dodawana do kosmetyków, jej zapach stanowi jedną z nut w perfumach, czekoladowy masaż wspaniale relaksuje i odnawia siły witalne. W tabliczce czekolady musi być coś niezwykłego, jeśli właśnie dla niej każda kobieta jest w stanie  „zrobić sobie przerwę”  nawet w ściśle przestrzeganej diecie.

 

Autor:

Janka Wójcik