Karol Jabłoński – wielokrotny bojerowymistrz świata, uczestnik Pucharu Ameryki w rozmowie z CHIC.
Jest Pan najbardziej utytułowanym żeglarzem lodowym na świecie w klasie DN, jednym z najlepszych sterników, jedynym polskim żeglarzem, który jako sternik brał udział w najważniejszych regatach świata – Pucharze Ameryki w 2007 roku. W kolejnej edycji tych prestiżowych regat będzie Pan pełnił funkcję skippera w niemieckim teamie. Jest Pan znany i ceniony, jednak chyba bardziej za granicą niż Polsce? Dlaczego tak jest?
Na pewno jednym z powodów jest to, że większość regat, w których biorę udział, odbywa się za granicami naszego kraju. W Polsce popularność tego wspaniałego sportu jest bardzo mała. Wynika to z tego, że stacje telewizyjne nie są zainteresowane pokazywaniem żeglarstwa, a gazety wolą pisać o innych tematach. Najlepszym przykładem niech będzie to, że podczas ostatniego Pucharu Ameryki nie było ani jednego akredytowanego polskiego dziennikarza. Jeżeli chodzi o mój następny start w tych regatach, to najpierw musimy poczekać na rozstrzygnięcie pojedynku o to najcenniejsze żeglarskie trofeum pomiędzy Alinghi a BMW Oracle. Zgadza się, że cały czas jestem w kontakcie z teamem niemieckim, którego szefowie zainteresowani są kontynuacją tego projektu. Ale nie jest to jedyna opcja.
Czy sądzi Pan, że Polska dojrzała do świata wielkich, luksusowych regat, żeglarstwa na najwyższym światowym poziomie? Jakie są bariery rozwoju żeglarstwa i co można zrobić dla popularyzacji tej dyscypliny sportu w Polsce?
Niestety, ekskluzywne żeglarstwo, wielkie, luksusowe jachty nieprędko zawitają do Polski. Jesteśmy krajem, którego społeczeństwo będzie jeszcze przez długi czas na dorobku.
Biegu historii nie da się odmienić. Poza tym nasze położenie geograficzne nie jest optymalne, gdyż większość regat odbywa się na Morzu Śródziemnym albo na Karaibach. Jeżeli chodzi o popularyzację żeglarstwa, zarówno tego regatowego, jak i rekreacyjnego, to największą rolę powinny odegrać media, zmieniając diametralnie podejście do tego wspaniałego sportu. Polscy żeglarze odnoszą regularnie sukcesy na międzynarodowych regatach i nie widzę powodu, aby o tym nie mówić i nie pisać.
Jachty biorące udział w America’s Cup to zaawansowana technologia i olbrzymie pieniądze. Czy jest szansa, żeby polska załoga na polskim jachcie wzięła udział w tych najbardziej prestiżowych regatach świata?
Zgadza się, budżety zespołów startujących w tych regatach są jak na warunki polskie oszałamiające. Ja jednak wierzę, że kiedyś polski jacht weźmie udział w Pucharze Ameryki.
Wiem doskonale, jak taki projekt zorganizować. Potrzebne jest tylko znalezienie odpowiedniego sponsora. Efektywne wydanie kilkudziesięciu milionów euro w ciągu kilku lat wymaga dobrej znajomości specyfiki tak skomplikowanego i złożonego logistycznie projektu sportowego. Do poprowadzenia takiego teamu potrzebne jest duże doświadczenie,
a ja je mam.
Na jakich jachtach najlepiej się Panu żegluje? Czy ma Pan swój ulubiony jacht?
Czuje się doskonale na jachtach każdej wielkości, ale im większy i szybszy, tym większa adrenalina. Mam wiele ulubionych jachtów, z których każdy ma coś takiego charakterystycznego, co sprawia, że żeglowanie na nim daje niesamowitą przyjemność. Bojery są i będą zawsze numerem jeden, jeżeli chodzi o zabawę, tu nie mam wątpliwości. Marzy mi się zbudowanie takiej maszyny, na której mógłbym pożeglować z szybkością około 250 km/h.
Żeglował Pan również na katamaranach. Obecnie jedna z polskich firm buduje 114-stopowy katamaran. Tak olbrzymi jacht robi wrażenie. Jaki był największy jacht, na jakim startował Pan w regatach?
Regularnie ścigam się na jachtach o wielkości od 65 do 100 stóp, ale na tegorocznych regatach Super Yacht Cup na Sardynii żeglowałem na 148-stopowym (45 m) jachcie Saudade, ważącym tylko sto pięćdziesiąt ton. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będzie możliwe zbudowanie tak wielkich jachtów i to z jednym masztem, którego długość wynosi prawie sześćdziesiąt metrów. Szybki rozwój technologii sprawił, że tak wspaniałych konstrukcji przybywa coraz więcej. A to, że tak wielki katamaran budowany jest w Polsce, świadczy o tym, iż nasze stocznie jachtowe stosują nowoczesne technologie i są konkurencyjne, a inwestorzy obdarzają je zaufaniem.
Czym kierować się przy zakupie pełnomorskiego jachtu żaglowego?
Mógłby Pan udzielić niezbędnych porad naszym czytelnikom?
Moją podstawową regułą jest to, aby mierzyć siły na zamiary. Nie mam na myśli tylko zasobności portfela, aczkolwiek trzeba zdawać sobie sprawę, że roczne koszty utrzymania stanowią około dziesięciu procent kosztów zakupu jachtu. Zanim zdecydujemy się na kupno jachtu, musimy sobie przede wszystkim odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących umiejętności żeglarskich, częstotliwości i miejsca żeglowania, liczebności załogi czy też długości rejsów. Moim zdaniem 70-stopowy jacht to górna granica wielkości gwarantującej maksymalne zadowolenie z żeglowania.
Wiele osób obecnie czarteruje luksusowe jachty, traktując je jako alternatywę dla stacjonarnych wakacji. Czy może Pan polecić naszym czytelnikom interesujące akweny?
Na świecie jest bardzo dużo atrakcyjnych miejsc, a wybór zależy przede wszystkim od tego, czego człowiek szuka. Choć i finanse też nie są bez znaczenia. Ja cenię sobie przede wszystkim spokojne miejsca i dobre jedzenie – najlepiej świeże ryby i do tego dobre wino. Latem większość z nas udaje się w poszukiwaniu lepszej pogody na południe. Ja marzę o urlopie w Szwecji i Finlandii. Po zakończeniu kariery sportowej zamierzam opłynąć świat dookoła, powoli, bez pośpiechu. Chcę poświęcić na to kilka lat.
A w Polsce?
Piękne są Mazury, ale o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Aby wykorzystać w pełni potencjał turystyczny tego regionu, trzeba przede wszystkim poprawić infrastrukturę. Jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Niestety nie możemy się spodziewać, aby w najbliższych latach powstała autostrada łącząca tę piękną krainę z Warszawą lub Berlinem, ale zbudowanie lotniska obsługującego ruch turystyczny wydaje się konieczne. Piękno Mazur zostało dostrzeżone w międzynarodowym plebiscycie „Nowe 7 Cudów Natury”. Zachęcam wszystkich do głosowania na nasze jeziora, link znajduje się na mojej stronie internetowej www.karoljablonski.pl .
Jak długo trwa sezon regatowy?
Mój sezon regatowy trwa praktycznie okrągły rok. Latem żegluję głównie na Morzu Śródziemnym, a zimą na Florydzie, Karaibach lub na lodzie. Bardzo ważne jest odpowiednie rozłożenie sił, by uniknąć zmęczenia fizycznego oraz psychicznego i do każdych regat przystępować dobrze zmotywowanym. Ściganie się na najwyższym poziomie na różnych akwenach i jachtach nie jest rzeczą łatwą. Trzeba naprawdę mieć charakter, aby przez wiele lat z sukcesami uczestniczyć w tej wymagającej zabawie.
Regaty są zazwyczaj bardzo widowiskowe. Miłośnicy tego sportu mogą pasjonować się zmaganiami zawodowców, oglądając relacje telewizyjne, ale mogą też przyglądać się im na żywo. Czy podczas regat można pływać i z bliska obserwować wyścigi?
Praktycznie każde regaty, w których biorę udział, są pokazywane w telewizji, co jest zasługą firm sponsorujących ten piękny sport. Oglądanie naszych zmagań z bliska nie jest czymś skomplikowanym. W takich miejscowościach jak Porto Cervo, St. Tropez czy Palma można kupić bilet, wsiąść na jacht lub też dużą motorówkę i udać się na trasę regat.
Zdarza się, że praktycznie z jednych regat udaje się Pan na drugie. Ile czasu w ciągu roku spędza Pan na wodzie?
W trzyletnim okresie treningowym przed Pucharem Ameryki żeglowałem ponad trzysta dni rocznie. Obecnie ścigam się od stu pięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu dni w roku, do tego dochodzą dni spędzone w podróży. Bywały lata, gdy żeglowałem około dwustu pięćdziesięciu dni. To jest przecież mój zawód i nie ma się co dziwić, że tak dużo czasu spędzam na wodzie. Szkoda tylko, że tak daleko od domu.
Czy wszystkie regaty, w których startuje Pan w tym sezonie, można traktować jako przygotowanie do Pucharu Ameryki?
Każda godzina spędzona na wodzie pomaga w utrzymaniu formy. Ciągła rywalizacja z najlepszymi żeglarzami i zespołami na świecie doskonale pokazuje aktualny poziom sportowy i jest też odzwierciedleniem posiadanych umiejętności i możliwości. Doświadczenia zebrane w ten sposób na pewno będą bardzo pomocne w bezpośrednim przygotowaniu do regat o Puchar Ameryki.
Czego można jeszcze życzyć tak dobremu i utytułowanemu żeglarzowi?
Przede wszystkim zdrowia.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Agnieszka Kędzierska