JESTEŚ W ARCHIWUM NUMERU NR 3 / LATO '09 BUTIK MODA STYL ŻYCIA ARCHITEKTURA SZTUKA MOTO URODA

Żeglarska pasja

Karol Jabłoński  – wielokrotny bojerowymistrz świata, uczestnik Pucharu Ameryki w rozmowie z CHIC.

Jest Pan najbardziej utytułowanym żeglarzem lodowym na świecie w klasie DN, jednym z najlepszych sterników, jedynym polskim żeglarzem, który jako sternik brał udział w najważniejszych regatach świata – Pucharze Ameryki w 2007 roku. W kolejnej edycji tych prestiżowych regat będzie Pan pełnił funkcję skippera w niemieckim teamie. Jest Pan znany i ceniony, jednak chyba bardziej za granicą niż Polsce? Dlaczego tak jest?

Na pewno jednym z powodów jest to, że większość regat, w których biorę udział, odbywa się za granicami naszego kraju. W Polsce popularność tego wspaniałego sportu jest bardzo mała. Wynika to z tego, że stacje telewizyjne nie są zainteresowane pokazywaniem żeglarstwa, a gazety wolą pisać o innych tematach. Najlepszym przykładem niech będzie to, że podczas ostatniego Pucharu Ameryki nie było ani jednego akredytowanego polskiego dziennikarza. Jeżeli chodzi o mój następny start w tych regatach, to najpierw musimy poczekać na rozstrzygnięcie pojedynku o to najcenniejsze żeglarskie trofeum pomiędzy Alinghi a BMW Oracle. Zgadza się, że cały czas jestem w kontakcie z teamem niemieckim, którego szefowie zainteresowani są kontynuacją tego projektu. Ale nie jest to jedyna opcja.

Czy sądzi Pan, że Polska dojrzała do świata wielkich, luksusowych regat, żeglarstwa na najwyższym światowym poziomie? Jakie są bariery rozwoju żeglarstwa i co można zrobić dla popularyzacji tej dyscypliny sportu w Polsce?

Niestety, ekskluzywne żeglarstwo, wielkie, luksusowe jachty nieprędko zawitają do Polski. Jesteśmy krajem, którego społeczeństwo będzie jeszcze przez długi czas na dorobku.
 Biegu historii nie da się odmienić. Poza tym nasze położenie geograficzne nie jest optymalne, gdyż większość regat odbywa się na Morzu Śródziemnym albo na Karaibach. Jeżeli chodzi o popularyzację żeglarstwa, zarówno tego regatowego, jak i rekreacyjnego, to największą rolę powinny odegrać media, zmieniając diametralnie podejście do tego wspaniałego sportu. Polscy żeglarze odnoszą regularnie sukcesy na międzynarodowych regatach i nie widzę powodu, aby o tym nie mówić i nie pisać.

Jachty biorące udział w America’s Cup to zaawansowana technologia i olbrzymie pieniądze. Czy jest szansa, żeby polska załoga na polskim jachcie wzięła udział w tych najbardziej prestiżowych regatach świata?

Zgadza się, budżety zespołów startujących w tych regatach są jak na warunki polskie oszałamiające. Ja jednak wierzę, że kiedyś polski jacht weźmie udział w Pucharze Ameryki.
 Wiem doskonale, jak taki projekt zorganizować. Potrzebne jest tylko znalezienie odpowiedniego sponsora. Efektywne wydanie kilkudziesięciu milionów euro w ciągu kilku lat wymaga dobrej znajomości specyfiki tak skomplikowanego i złożonego logistycznie projektu sportowego. Do poprowadzenia takiego teamu potrzebne jest duże doświadczenie,
 a ja je mam.

Na jakich jachtach najlepiej się Panu żegluje? Czy ma Pan swój ulubiony jacht?

Czuje się doskonale na jachtach każdej wielkości, ale im większy i szybszy, tym większa adrenalina. Mam wiele ulubionych jachtów, z których każdy ma coś takiego charakterystycznego, co sprawia, że żeglowanie na nim daje niesamowitą przyjemność. Bojery są i będą zawsze numerem jeden, jeżeli chodzi o zabawę, tu nie mam wątpliwości. Marzy mi się zbudowanie takiej maszyny, na której mógłbym pożeglować z szybkością około 250 km/h.

Żeglował Pan również na katamaranach. Obecnie jedna z polskich firm buduje 114-stopowy katamaran. Tak olbrzymi jacht robi wrażenie. Jaki był największy jacht, na jakim startował Pan w regatach?

Regularnie ścigam się na jachtach o wielkości od 65 do 100 stóp, ale na tegorocznych regatach Super Yacht Cup na Sardynii żeglowałem na 148-stopowym (45 m) jachcie Saudade, ważącym tylko sto pięćdziesiąt ton. Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że będzie możliwe zbudowanie tak wielkich jachtów i to z jednym masztem, którego długość wynosi prawie sześćdziesiąt metrów. Szybki rozwój technologii sprawił, że tak wspaniałych konstrukcji przybywa coraz więcej. A to, że tak wielki katamaran budowany jest w Polsce, świadczy o tym, iż nasze stocznie jachtowe stosują nowoczesne technologie i są konkurencyjne, a inwestorzy obdarzają je zaufaniem.

Czym kierować się przy zakupie pełnomorskiego jachtu żaglowego?

Mógłby Pan udzielić niezbędnych porad naszym czytelnikom?

Moją podstawową regułą jest to, aby mierzyć siły na zamiary. Nie mam na myśli tylko zasobności portfela, aczkolwiek trzeba zdawać sobie sprawę, że roczne koszty utrzymania stanowią około dziesięciu procent kosztów zakupu jachtu. Zanim zdecydujemy się na kupno jachtu, musimy sobie przede wszystkim odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących umiejętności żeglarskich, częstotliwości i miejsca żeglowania, liczebności załogi czy też długości rejsów. Moim zdaniem 70-stopowy jacht to górna granica wielkości gwarantującej maksymalne zadowolenie z żeglowania.

Wiele osób obecnie czarteruje luksusowe jachty, traktując je jako alternatywę dla stacjonarnych wakacji. Czy może Pan polecić naszym czytelnikom interesujące akweny?

Na świecie jest bardzo dużo atrakcyjnych miejsc, a wybór zależy przede wszystkim od tego, czego człowiek szuka. Choć i finanse też nie są bez znaczenia. Ja cenię sobie przede wszystkim spokojne miejsca i dobre jedzenie – najlepiej świeże ryby i do tego dobre wino. Latem większość z nas udaje się w poszukiwaniu lepszej pogody na południe. Ja marzę o urlopie w Szwecji i Finlandii. Po zakończeniu kariery sportowej zamierzam opłynąć świat dookoła, powoli, bez pośpiechu. Chcę poświęcić na to kilka lat.

A w Polsce?

Piękne są Mazury, ale o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Aby wykorzystać w pełni potencjał turystyczny tego regionu, trzeba przede wszystkim poprawić infrastrukturę. Jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Niestety nie możemy się spodziewać, aby w najbliższych latach powstała autostrada łącząca tę piękną krainę z Warszawą lub Berlinem, ale zbudowanie lotniska obsługującego ruch turystyczny wydaje się konieczne. Piękno Mazur zostało dostrzeżone w międzynarodowym plebiscycie „Nowe 7 Cudów Natury”. Zachęcam wszystkich do głosowania na nasze jeziora, link znajduje się na mojej stronie internetowej www.karoljablonski.pl .

Jak długo trwa sezon regatowy?

Mój sezon regatowy trwa praktycznie okrągły rok. Latem żegluję głównie na Morzu Śródziemnym, a zimą na Florydzie, Karaibach lub na lodzie. Bardzo ważne jest odpowiednie rozłożenie sił, by uniknąć zmęczenia fizycznego oraz psychicznego i do każdych regat przystępować dobrze zmotywowanym. Ściganie się na najwyższym poziomie na różnych akwenach i jachtach nie jest rzeczą łatwą. Trzeba naprawdę mieć charakter, aby przez wiele lat z sukcesami uczestniczyć w tej wymagającej zabawie.

Regaty są zazwyczaj bardzo widowiskowe. Miłośnicy tego sportu mogą pasjonować się zmaganiami zawodowców, oglądając relacje telewizyjne, ale mogą też przyglądać się im na żywo. Czy podczas regat można pływać i z bliska obserwować wyścigi?

Praktycznie każde regaty, w których biorę udział, są pokazywane w telewizji, co jest zasługą firm sponsorujących ten piękny sport. Oglądanie naszych zmagań z bliska nie jest czymś skomplikowanym. W takich miejscowościach jak Porto Cervo, St. Tropez czy Palma można kupić bilet, wsiąść na jacht lub też dużą motorówkę i udać się na trasę regat.

Zdarza się, że praktycznie z jednych regat udaje się Pan na drugie. Ile czasu w ciągu roku spędza Pan na wodzie?

W trzyletnim okresie treningowym przed Pucharem Ameryki żeglowałem ponad trzysta dni rocznie. Obecnie ścigam się od stu pięćdziesięciu do stu osiemdziesięciu dni w roku, do tego dochodzą dni spędzone w podróży. Bywały lata, gdy żeglowałem około dwustu pięćdziesięciu dni. To jest przecież mój zawód i nie ma się co dziwić, że tak dużo czasu spędzam na wodzie. Szkoda tylko, że tak daleko od domu.

Czy wszystkie regaty, w których startuje Pan w tym sezonie, można traktować jako przygotowanie do Pucharu Ameryki?

Każda godzina spędzona na wodzie pomaga w utrzymaniu formy. Ciągła rywalizacja z najlepszymi żeglarzami i zespołami na świecie doskonale pokazuje aktualny poziom sportowy i jest też odzwierciedleniem posiadanych umiejętności i możliwości. Doświadczenia zebrane w ten sposób na pewno będą bardzo pomocne w bezpośrednim przygotowaniu do regat o Puchar Ameryki.

Czego można jeszcze życzyć tak dobremu i utytułowanemu żeglarzowi?

Przede wszystkim zdrowia.

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Agnieszka Kędzierska

 

Luksus na wodzie

Luksusowy jacht jest z pewnością symbolem wysokiego statusu społecznego właściciela. Przede wszystkim jednak stwarza praktycznie nieograniczone możliwości organizowania wypoczynku. Wakacje na jachcie są znakomitą alternatywą dla pobytu w nawet najbardziej ekskluzywnym, ale zazwyczaj pełnym innych wczasowiczów kurorcie. Co więcej, wypoczynek na morzu wcale nie oznacza rezygnacji z luksusowych warunków i profesjonalnej obsługi. Najnowocześniejsze jachty wykonane są bowiem z wysokiej jakości materiałów, posiadają unikalne rozwiązania podnoszące komfort podróżowania, precyzyjne systemy nawigacyjne, wydajny napęd oraz, co dla wielu klientów jest najważniejsze, wyposażone są w zaawansowane systemy bezpieczeństwa. Ten typ spędzania wolnego czasu staje się coraz bardziej popularny.

Historia luksusowych jachtów to historia XX wieku. Jednym z najbardziej znanych jest Christina O, jacht nazwany tak na cześć córki greckiego milionera Arystotelesa Onassisa. W zakresie innowacyjnych rozwiązań i komfortu nie miał on sobie równych w latach 40-tych ubiegłego wieku. Już wtedy ukształtował się aktualny do dziś podział na zwolenników innowacyjnych rozwiązań w konstruowaniu jachtów i tradycjonalistów, których w owym czasie reprezentował między innymi sir Thomas Lepton, właściciel Shamrocka.

W ciągu ostatnich dwóch dekad  znacznie wzrosła liczba prywatnych właścicieli jachtów,

a żeglowanie po Morzu Śródziemnym i w okolicach Karaibów stało się po prostu modne. W Polsce boom jachtowy jeszcze nie nastąpił, ale z całą pewnością możemy zaobsewować rozwój tej branży. Polskie firmy, takie jak Sunreef i Galeon produkują jachty na światowym poziomie. Co prawda ich odbiorcami są najczęściej obcokrajowcy, jednak targi marynistyczne przyciągają coraz więcej potencjalnych klientów również z naszego kraju.

Aby spędzić miłe chwile na jachcie, można stać się jego właścicielem lub po prostu go wyczarterować. Na rynku turystycznym, również rodzimym, działają biura podróży zajmujące się czarterowaniem luksusowych jachtów, na których pracuje w pełni profesjonalna załoga.

Oferta firm zajmujących się sprzedażą lub czarterem obejmuje pełną gamę jednostek, między innymi luksusowe jachty żaglowe i motorowe oraz ekskluzywne motorówki. Prezentowane firmy – Wally, Galeon, Ferretti i Chris-Craft – to z pewnością absolutna czołówka światowa.

Autor: Andrzej Miłkowski

 

 

Wally

Luca Bassani, myśląc o budowie jachtu dla swojej rodziny, nie tylko nie chciał rezygnować z przyjemności, jaką daje szybkie żeglowanie, ale pragnął też stworzyć coś, co byłoby bezpieczne dla jego bliskich i zapewniłoby im komfortowe warunki. Takie były wstępne założenia właściciela jednej z najsłynniejszych firm zajmujących się produkcją ekskluzywnych jachtów.

Firma Wally powstała w 1993 roku. Zasłynęła z wprowadzenia wielu innowacyjnych projektów, które zmieniły dotychczasowe myślenie o żeglarstwie jachtowym.

W 1998 roku, czyli zaledwie 5 lat po powstaniu firmy, amerykański magazyn „The Robb Report” napisał o Wally: „Firma pokazała, że żeglowanie, luksus i prostota mogą stanowić niezwykłą całość.”. W 2001 roku firma otworzyła się również na rynek łodzi motorowych, wdrażając trzy różne projekty. Wprowadzona w tamtym czasie innowacyjna technologia produkcji nart z włókna węglowego została wkrótce wykorzystana do budowy luksusowych jachtów. Ciekawostką bez wątpienia jest fakt, że

firma Wally  wybudowała jachty o łącznej długości 2171 metrów.

Wally od pewnego czasu ściśle współpracuje z firmą Hermes. Pozwala to na wykorzystanie wspólnego potencjału kreacyjnego i dzielenie się technologiami know-how. Firmy kooperują przede wszystkim w zakresie designu oraz rozwoju technologii łączącej w sobie innowacyjne systemy i elegancję, a to przecież stanowi podstawę luksusowego przemysłu marynistycznego. Rezultaty ich współpracy poznamy w tym roku.

Jednym z najbardziej znanych jachtów Wally był Angel’s Share z 2003 roku. Jego następca – Angel’s Share 2 – gwarantuje możliwość rozwijania dużych prędkości z elegancją charakterystyczną dla żaglówek. Ta unowocześniona wersja 94-stopowego poprzednika łączy niemiecki design Frersa z wysoce rozwiniętą technologią Wally. Oprócz nieco zwiększonej długości, różnicą między obiema wersjami Angel’s Share jest zastosowanie przy olinowaniu PBO – nowoczesnego materiału o odporności większej niż stal – oraz systemu znacznie obniżającego siłę i częstotliwość kołysania pokładem. Rozwiązania te w znaczący sposób zwiększają bezpieczeństwo na jachcie.

Z okazji otwarcia sezonu Wally organizuje regaty w Hiszpanii, w których uczestniczą żeglarze z całego świata. Miłośnicy morskich przygód mogą wyczarterować jachty Wally i z bliska obserwować zmagania najlepszych żeglarzy. W tym roku pięcioletni jacht Dangerous but fun nie ustępował kroku nowszym jednostkom, zdobywając wysoką pozycję w klasyfikacji. Dzięki długiej i wąskiej linii dzioba jest niezwykle zwrotny, a opływowy kształt pomaga mu pływać z dużą szybkością. Jacht równie dobrze jak w regatach radzi sobie w trakcie rodzinnych

wakacji. Choć sam pokład nie należy do największych, to wysuwana platforma sprawia, że amatorzy słonecznych kąpieli na pewno nie poczują dyskomfortu. Wysublimowany wygląd salonu jest wynikiem zastosowania innowacyjnych rozwiązań, których pomysłodawcą jest włoska firma architektoniczna Lazzarini Pickering Architects. Stworzony przez nich system pozwala na zmianę wystroju wnętrza w zależności od okazji bądź pomysłu właściciela. Proste linie i geometria królująca pod pokładem kojarzą się z luksusową elegancją.

W podobnej konwencji zaprojektowany został jeden z najnowszych i największych jachtów firmy Wally – 148-stopowa Saudade. Dzięki badaniom Wally Research & Development udało się zredukować do 48 decybeli wibracje i hałas dobiegający z maszynowni. Kształt okna sterowni współgra z liniami bocznymi jachtu, a ograniczona ilość kolorów i materiałów pokładu sprawia, że jacht wygląda elegancko i ponadczasowo.

Z kolei łódź motorowa Wallytender to wspaniałe rozwiązanie dla tych, którzy chcieliby doświadczyć radości płynącej z szybkości i precyzyjnej nawigacji. Ma blisko czternaście metrów, jest szybka, wygodna, przestronna, stylowa i przede wszystkim bezpieczna. Dzięki lekkiej konstrukcji i zaawansowanemu projektowi kadłuba płynie gładko, mając nawet na swoim pokładzie dwanaście osób.

Linia łodzi motorowych Wallypower, zaprojektowana przy współpracy z Allseas, pod względem parametrów technicznych porównywalna jest z Wallytender. Najmniejsza z nich ma 55, a największa 125 stóp. Przedstawiają koncept otwartej łodzi, w której

sportowy styl  łączy sięz luksusem.

Największe modele Wallypower, czyli 118 i 125, to w zasadzie superjachty o najnowocześniejszych rozwiązaniach technicznych, niezwykłej linii bocznej i oryginalnej strukturze pokładu. Zapewniają komfort luksusowego jachtu w oprawie przypominającej łódź marynarki wojennej. Czyste linie Wallypower nie są zakłócone przez dodatkowe akcesoria, takie jak radar czy kotwica. Z kolei pokład, kokpit, jadalnia i salon tworzą atmosferę nowojorskiego loftu.

Firma Wally produkuje niezwykle luksusowe i najbardziej nowoczesne jachty. Ma na swoim koncie kilkanaście superprodukcji, jak oglądany w filmie „Wyspa” Wallypower 118, a także niesamowite projekty, na przykład jacht z boiskiem do tenisa, ogrodem lub basenem. Nie dziwi więc fakt, że ceny jachtów są również na najwyższym światowym poziomie.

Autor: Andrzej Miłkowski, Janka Wójcik

 

Galeon

Firma Galeon istnieje od 1982 roku. Obecnie zajmuje się przede wszystkim produkcją luksusowych łodzi motorowych i, co warto podkreślić, jest pod tym względem monopolistą na polskim rynku. Dzięki doświadczeniu zdobytemu przy produkcji dużych jednostek firma mogła zastosować wiele rozwiązań typowych dla luksusowych jachtów w swojej linii łodzi motorowych.

Flagowy model Galeonu – 640 – został

zaprojektowany przy współpracy  z Tonym Castro

– właścicielem jednej z najlepszych na świecie firm zajmujących się kompleksowym projektowaniem luksusowych łodzi. Precyzyjne linie jachtu i agresywny wygląd bez wątpienia zwracają uwagę. Wyrazistości dodaje również muskularna sylwetka, duże boczne wloty powietrza oraz królujący nad rufą łuk radarowy. Ta naprawdę duża jednostka o blisko dwudziestometrowej długości pokładu osiąga prędkość 32 węzłów. Jacht zachwyca mnogością innowacyjnych

rozwiązań. Jednym z najciekawszych jest opcjonalna platforma typu transformer, którą oprócz 640-tki posiadają tylko dwa inne jachty na świecie. Klasyczne elementy wykończeniowe zostały ciekawie wkomponowane w nowoczesne, trochę ekstrawaganckie wnętrze. Oświetlenie oraz sprytnie rozmieszczone lustra dają wrażenie większej przestrzeni. W tym roku w ofercie Galeonu pojawi się nowy jacht, największy i najmocniejszy w historii firmy, znany na razie jako projekt Raptor 700. Łódź zbudowana zostanie na kadłubie dobrze znanej 640-tki, jednak z całkowicie przemodelowanym pokładem. Przede wszystkim będzie dłuższa o blisko dwa metry i zupełnie inna pod względem charakteru. Uwidocznią to agresywne i nowoczesne linie, futurystyczny wystrój oraz moc. Wykończenia w skórze, egzotycznym drewnie i szkle bardziej przypominać będą galerię sztuki niż standardową łódź.


 Autor: Andrzej Miłkowski, Janka Wójcik

 

Ferretti

W 1968 roku Norberto Ferretti utworzył firmę, która zrewolucjonizowała oblicze jachtingu. Pierwszy żaglowiec motorowy zwodowano trzy lata później. Liczył on dziesięć metrów długości i wyposażony był zarówno w żagle, jak i silnik. Rozwiązanie to zostało przyjęte z wielkim entuzjazmem podczas boatshow w Genui.

W latach 80-tych firma postanowiła zredukować produkcję żaglowców motorowych na rzecz budowy łodzi motorowych, które szybko znalazły uznanie.

Wkrótce potem Ferretti Yachts zaprezentował linię Altura, do której należą modele 690 i 840. Przestronne wnętrza, rozsądnie zaprojektowany pokład, funkcjonalny i łatwy w obsłudze panel nawigacyjny sprawiają, że jachty te stanowią istne wille na wodzie. Zyskały one przychylność klientów przede wszystkim dzięki umiejętnemu połączeniu wysokiego komfortu ze sportowym charakterem łodzi.

Ferretti Customline 97, który przez swoich twórców został nazwany „Panem Morza”, również łączy żeglowanie z luksusem. To trzydziestometrowy jacht o ostrych, zdecydowanych liniach kadłuba. Niższy pokład zajmują cztery podwójne kabiny z pięknym widokiem na morze. Ich wyposażenie to mieszanka mebli najlepszych projektantów. Dzięki zastosowaniu jasnych materiałów oraz

umiejętnemu rozmieszczeniu świateł wnętrza wydają się być bardzo przestronne. Projektanci zadbali, aby kompozycja jachtu zgadzała sięze standardami MCA Short Range, konsultowali się też ze strażą przybrzeżną. Miało to oczywiście na celu podniesienie standardów bezpieczeństwa.

Podobne wrażenie sprawia Navetta. Już w samym układzie jej linii widać magię luksusu, a pobyt na trzydziestometrowym pokładzie niczym nie różni się od wakacji w pięciogwiazdkowym hotelu. Pod pokładem jacht skrywa cztery kabiny, a na nim znajduje się panoramiczny salon, jadalnia i barek stanowiący przejście między pokładami.

Jachty Ferretti są bliskie doskonałości. Charakteryzuje je nowatorski design, najnowsze rozwiązania techniczne oraz wyjątkowa funkcjonalność. Producent nie upaja się obecnymi sukcesami, wierząc, że osiągnięcia mogą być wciąż poprawiane. Podejście nastawione na spełnianie oczekiwań klientów powoduje, że

firma ma liczne gronozagorzałych zwolenników.

Autor: Andrzej Miłkowski, Janka Wójcik

 

Chris-Craft

Pierwsza jednostka tej firmyzwodowana została w 1874 roku

Chris-Craft był światowym pionierem w seryjnej produkcji łodzi, co ułatwiało serwis
 przez cały okres eksploatacji. Początkowo budowano łodzie z mahoniowego drewna oraz
 motorowe jachty z silnikami parowymi, których odbiorcami byli głównie amerykańscy
 milionerzy. Pierwsza łódź z silnikiem benzynowym osiągała prędkość 7 mil morskich.

Prawdziwy boom na luksusowe jachty rozpoczął się jednak dopiero w latach 50-tych ubiegłego wieku. Europa nie była w stanie rywalizować z szybko rozwijającą się amerykańską
 konkurencją. Amerykanie, a wraz z nimi cały świat, oglądali największe gwiazdy ekranu tamtych lat na pokładach jednostek z logo Chris-Craft, co pozytywnie wpływało na wizerunek producenta. Firma, choć przywiązana do tradycyjnego systemu budowy łodzi, z czasem zainteresowała się zastosowaniem nowych technologii. W 1965 roku wyprodukowała pierwszą jednostkę z kadłubem z włókna szklanego.

Lancer 20 to najmniejsza – ma niewiele ponad 6 metrów długości

– i jednocześnie chyba najszybsza z łodzi Chris-Craft. Przede wszystkim jednak Lancer 20 doskonale trzyma kurs, a podczas zakrętów nie ślizga się po wodzie. W trakcie manewrów portowych kadłub ma na tyle wystarczającą manewrowość, że nawet niezbyt wprawny sternik bez kłopotów dochodzi i odchodzi od nabrzeża. W rodzinie Lancerów jest także model Lancer 22, który podobnie jak 20-stka ma pokład dziobowy. Zasadnicza różnica między nimi polega na tym, że Lancer 22 ma w pokładzie elektrycznie otwieraną wnękę, w której znajdują się siedzenia dla dwóch osób. W ten sposób połączono tradycyjny wygląd motorówki ze współczesnym trendem pływania łodziami z dziobowym kokpitem, czyli tak zwanymi bowriderami.

Perłami w kolekcji cruiserów są Corsair 33 i Corsair 36. Wchodząc do któregokolwiek z nich, od razu czuje się klimat luksusowego jachtingu z minionych lat. Mnóstwo drewna,
 stylizowane zegary na konsoli sternika czy też klasyczny symetryczny układ kokpitu przywodzą na myśl wspaniałe lata sześćdziesiąte. W sezonie 2009 firma planuje uzupełnienie rodziny Corsairów o jacht 45-stopowy. Klienci w produktach Chris-Craft cenią przede wszystkim jakość wykonania, trwałość łodzi oraz ponadczasowe piękno.


 Autor: Andrzej Miłkowski, Janka Wójcik

 

600 lat tradycji

Salzburger Land to barokowe miasteczka, alpejskie szczyty Parku Narodowego Hohe Tauern oraz jeziora Fuschlsee i Wolfgangsee. W Europie Środkowej niewiele jest tak urzekających miejsc łączących piękno zabytków z urokiem gór. Salzburg i okolice warte są odwiedzin o każdej porze roku, niezależnie od zainteresowań i celu wizyty. To przecież ulubione miejsce wypoczynku cesarza Franciszka Józefa, a obecnie koronowanych  głów z praktycznie całej Europy.

W samym sercu starego miasta oraz

w bezpośrednim sąsiedztwie domu urodzin Mozarta  przyulicy Getreidegasse znajdujesię hotel Goldener Hirsch.

Należy on do elitarnego grona najstarszych i najbardziej szanowanych europejskich hoteli. Jego historia rozpoczęła się ponad sześćset lat temu, a w 1564 roku nadano mu 
 nazwę Goldener Hirsch. Herbert von Karajan, Luciano Pavarotti, Placido Domingo, Kirk Douglas, królowa Szwecji Sylvia, królowa Hiszpanii Sofia, prezydent Włoch Giorgio Napolitano – to tylko krótki wycinek z listy wspaniałych gości, którzy korzystali z usług tego wyjątkowego hotelu.

Dyrektor Herbert Pöckelhofer oraz jego pracownicy starają się, aby każdy gość czuł się przyjacielem domu. „Feel as a friend of the House”  to właśnie motto przewodnie hotelu. Herbert Pöckelhofer od ponad 35 lat dba osobiście o dobre samopoczucie gości. Goldener Hirsch stał się jego drugim domem i pasją. Ta rola sprawia mu wielką radość, a liczne wyróżnienia dają dodatkową satysfakcję z wykonywanego zawodu. Herbert Pöckelhofer – HP, jak mówią koledzy z branży – to żyjąca legenda austriackiego hotelarstwa.

Hotel dysponuje sześćdziesięcioma dziewięcioma pokojami i apartamentami. Pokoje wyposażone są w pochodzące z alpejskich wiosek meble, a w większości z nich dominuje połączenie koloru zielonego – myśliwskiego – z różowym. Hotel swoim wnętrzem przypomina więc dworek myśliwski znajdujący się w środku Alp. Wiele elementów wyposażenia ma klasyczny charakter, szczególnie dużo jest antyków, ściśle związanych

z historią hotelu. W pokojach znajdują się najnowsze telewizory, mini bar, klimatyzacja oraz łącza internetowe – jednym słowem wszystkie niezbędne w XXI wieku udogodnienia. Goldener Hirsch umieszczany jest co roku na liście najlepszych hoteli europejskich czasopisma Conde Nast Traveler. Popularność hotelu jest szczególnie widoczna podczas trwania słynnego na całym świecie Festiwalu w Salzburgu. Licznie przybyłe gwiazdy oraz miłośnicy muzyki klasycznej w znakomitej większości wybierają Goldener Hirsch, między innymi ze względu na jego charakterystyczny klimat.

Restauracja Goldener Hirsch i tawerna Herzl gwarantują kulinarną ucztę na najwyższym poziomie oraz perfekcyjny serwis. W obu serwowane są specjalności kuchni austriackiej oraz salzburskiej. Szef kuchni Gernot Hicka wykorzystuje do swych kulinarnych kreacji przede wszystkim produkty pochodzące z regionu. Menu zmienia się wraz ze zmianą pór roku. W maju i czerwcu dominują kompozycje dań ze szparagami. Z przystawek Gernot Hicka szczególnie poleca Pinzgauer, czyli wędzoną szynkę z odrobiną sałaty i świeżo tartym chrzanem. Do tej przystawki znakomicie pasuje biały Burgunder z winnicy Riede Edelbach, rocznik 2008/2009. Z kolei z dań głównych na szczególną uwagę zasługują świeże szparagi z homarem, a do nich austriacki riesling Smaragd Terrassen Domäne Wachau 2007. Miłośnicy słodkości z pewnością skuszą się jeszcze na mus czekoladowy z malinami. Restauracja „Goldener Hirsch” została wielokrotnie wyróżniona w przewodniku kulinarnym „Gault Millau”, zaliczanym od lat do najlepszych w Austrii.

Goldener Hirsch to wyjątkowy i fascynujący hotel, w którym historia zbiega się z dniem dzisiejszym.

Jeśli ktoś planuje pobytw Salzburgu to tylkow Goldener Hirsch


 CHIC OPINIA:

Istota tradycji i legendarnej gościnności. Jeden z najwspanialszych hoteli!

Autor: Paul M. Ryterski

 


 

Hotel nad morzem

Tanie pensjonaty, prywatne kwatery, ulokowane nad samym morzem zakłady gastronomiczne oraz serwowane plażowiczom z podręcznej chłodziarki lody bambino – to obrazpolskiego Wybrzeża jeszcze kilkanaście lat temu. Pomimo to na brak turystów, oczywiście głównie rodzimych, nie można było narzekać. Jednak wraz ze wzrostem zamożności Polacy masowo zaczęli wybierać wczasy w ciepłych krajach. Władze nadmorskich miejscowości oraz prywatni inwestorzy nie mieli wyjścia. Aby konkurować z zagranicznymi kurortami, musieli zmodernizować przestarzałą i nieatrakcyjną infrastrukturę turystyczną, między innymi bazę noclegową. W ostatnim czasie nad Bałtykiem powstały więc liczne hotele, również te o wysokim standardzie, gwarantujące komfortowy i luksusowy wypoczynek. Zdaniem analityków branży turystycznej w tym roku sezon nad Bałtykiem może być najlepszy od lat. Tłumnie zjadą tu turyści zarówno z kraju, jak i z zagranicy, głównie z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Rosji, Niemiec czy też z krajów skandynawskich. O rezerwacji hotelu trzeba więc pomyśleć jak najszybciej. Planując wakacje czy choćby krótki weekendowy pobyt na polskim Wybrzeżu, warto zwrócić uwagę na Sheraton Sopot Hotel, Conference Center & Spa. Łączy on bowiem nowoczesny, funkcjonalny i, co charakterystyczne dla hoteli Sheraton, biznesowy charakter z przytulną atmosferą oraz wieloma udogodnieniami dla rodzin z dziećmi.

Hotel jest położony w centrum Sopotu, bezpośrednio przy plaży,

w pobliżu najdłuższego drewnianego molo w Europie  i słynnego sopockiego deptaka – ulicy Monte Cassino.

Budynek został starannie zaprojektowany z myślą o odzwierciedleniu architektury starego hotelu, który mieścił się w tym miejscu przed wojną. Patrząc na hotel z sopockiego molo, widać, że zamiar architektów powiódł się. Budynek wyśmienicie wkomponowany jest między słynny Grand Hotel a zabytkowy Dom Zdrojowy. Obecnie obiekt stanowi część
 Centrum Haffnera – inicjatywy mającej na celu przywrócenie miastu dawnej świetności i blasku. Hotel połączony jest z gmachem dawnego Domu Zdrojowego. Funkcjonuje w nim centrum konferencyjne, a we wrześniu otwarty zostanie ośrodek SPA.

Uroczyste otwarcie część hotelowej odbyło się dokładnie rok temu. Hotel posiada sto osiemdziesiąt dziewięć pokoi, w tym siedem luksusowych apartamentów.

Najbardziej ekskluzywny  z nich to apartament Premier z dwoma sypialniami i salonem,

z którego rozciąga się piękny widok na Morze Bałtyckie. Pokoje zostały zaprojektowane w nawiązaniu do stylu morskiego. Są one wyposażone w nowoczesne udogodnienia, między innymi telewizory z płaskim ekranem, klimatyzację i Internet, oraz przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Z pokojów roztacza się widok na morze, plażę i zabytkowe molo lub też na park. W niektórych znajduje się luneta, która umożliwia dokładną obserwację morskiego wybrzeża.

Piąte piętro to wyjątkowe miejsce – The Club Floor. To ekskluzywna, gwarantująca intymność część hotelu, dostępna tylko dla gości zakwaterowanych właśnie na tym piętrze. Club Floor oferuje dwadzieścia dziewięć pokoi o podwyższonym standardzie, trzy apartamenty Executive, apartament Premier oraz Club Lounge. Tutaj goście mogą rozpocząć dzień śniadaniem, zrelaksować się, pracować lub też spotkać się z przyjaciółmi. Cały Club Floor objęty jest specjalną opieką kamerdynerską.

Wine Cube to miejsce dla wyrafinowanych smakoszy. Najmniejsza

restauracja w mieście oferuje tylko jeden stolik dla maksymalnie sześciu osób. Posiłki są dedykowane wyłącznie gościom Wine Cube – takich samych nie da się spróbować nigdzie indziej w hotelu. Obowiązuje menu degustacyjne, każdorazowo opracowywane pod indywidualne preferencje gościa przez samego szefa kuchni – Tomasza Boruckiego. Hotelowi sommelierzy dobierają do dań najlepsze wina z całego świata, by wydobyć najbogatszy smak potraw.

Jeżeli jednak stolik jest akurat zajęty, czas można równie miło spędzić w hotelowym barze o wdzięcznej nazwie 512. Nawiązuje ona do długości sopockiego molo. W 512 Bar & Lounge znajduje się biblioteka, kominek oraz specjalne stoły do gier. Panuje w nim ciepła, odprężająca atmosfera. Goście mogą spotkać się tu z przyjaciółmi, wypić herbatę czy filiżankę kawy lub spróbować jednego z pięćdziesięciu serwowanych przez barmanów koktajli.

Hotelowa restauracja Wave, oferuje dania kuchni międzynarodowej. Serwuje również potrawy Surf & Turf, będące połączeniem mięsa i owoców morza. Menu zostało stworzone
 przez szefa kuchni, który rozpoczynał swoją kulinarną przygodę w warszawskim hotelu Bristol. Restauracja dysponuje miejscami dla stu dwóch gości. Posiada otwartą kuchnię, dzięki czemu można obserwować proces przygotowywania potraw przez kucharzy. Wybór miejsca przy oknie, a w ciepłe dni na tarasie usytuowanym praktycznie na plaży, umożliwia rozkoszowanie się podczas posiłku widokiem morza i szumem fal.

Z myślą o komforcie wypoczynku rodzin z dziećmi zaprojektowano Sheraton Kids Club. Na najmłodszych gości czeka tu wiele niespodzianek, takich jak specjalna konstrukcja w kształcie statku oraz basen z kulkami. Oczywiście dzieci pozostają pod baczną opieką, a rodzice mogą w tym czasie korzystać z innych atrakcji hotelowych.
 Z kolei goście, którzy potrzebują spokojnego miejsca do pracy lub chcą po prostu skorzystać z Internetu, z pewnością odwiedzą Link@Sheraton  w hotelowym lobby.

Sheraton Sopot Hotel, Conference Center & Spa to, jak sama nazwa wskazuje,

nie tylko luksusowy hotel , ale też centrum konferencyjne.

I to nie byle jakie. Jest to bowiem najnowszy – otwarty w czerwcu 2009 – i największy ośrodek konferencyjny w Trójmieście. Centrum Konferencyjne zajmuje powierzchnię równą 4000 m2. Znajduje się w nim duża aula multimedialna w ustawieniu teatralnym, przystosowana do przyjęcia sześciuset osób, a także sala balowa mogąca pomieścić dwieście osiemdziesiąt osób. Dodatkowo jest tu sześć mniejszych sal konferencyjnych. Centrum kongresowe posiada też restaurację azjatycką oraz bar. Otwarcie restauracji w Domu Zdrojowym planowane jest na drugą połowę lipca.

Atrakcją hotelu będzie już wkrótce luksusowy i nowoczesny ośrodek SPA z centrum fitness o powierzchni 2000 m2, którego otwarcie planowane jest na wrzesień 2009 roku. Z pewnością dodatkowo uatrakcyjni to pobyt w Sheraton Sopot Hotel, Conference Center & Spa. Dla nas będzie to doskonała okazja, by kolejny raz odwiedzić ten elegancki hotel.

CHIC OPINIA:
 Hotel rewelacyjnie usytuowany, nowoczesny i funkcjonalny. Ważne miejsce na mapie hoteli polskiego Wybrzeża.

Autor: Agnieszka Kędzierska

 

Przyjęcia ogrodowe

Przyjęcia ogrodowe cieszą się chyba największym powodzeniem spośród wszystkich typów przyjęć. Niestety jednak, głównie ze względu na nieprzewidywalność pogody, wydawane są stosunkowo rzadko. Błagalne spoglądanie w niebo jest ponad siły dla wielu organizatorów. Mimo że i tak zapewniają oni alternatywne rozwiązanie na wypadek niepogody, to deszczowy dzień raczej nie zapisze się pozytywnie w pamięci gości. Drugi powód, dla którego organizatorzy traktują ten typ przyjęć jako wyzwanie, to właśnie podwójne przygotowania – w pomieszczeniu i na zewnątrz. Biorąc pod uwagę fakt, że ogród zazwyczaj jest w stanie pomieścić większą liczbę gości niż duże nawet wnętrze, to zaproszenie wszystkich do środka w przypadku deszczu może być niekomfortowe dla uczestników. Z kolei ograniczanie listy gości z obawy przed niekorzystną pogodą też nie jest najlepszym rozwiązaniem. Z pewnością jednak „garden parties” mają swój niepowtarzalny urok, więc warto zaryzykować. Tym bardziej, że właśnie teraz jest najlepszy czas na organizację tego typu przyjęcia.

Według protokołu dyplomatycznego

wcześniejsza pora przyjęcia  świadczy o mniej oficjalnym charakterze wydarzenia.

Jednak do ogrodu warto zaprosić gości o takiej godzinie, aby mieli oni szansę nacieszyć się widokiem kwitnących róż i hortensji, zanim zajdzie słońce. Ranga wydarzenia może być potraktowana jako sprawa drugorzędna.

Gospodarze wiedzą najlepiej, jak uroczysty charakter będzie miało przyjęcie. Goście powinni więc swoim strojem dostosować się do oczekiwań gospodarzy. Informację o stroju umieszcza się na zaproszeniu w dolnym rogu. Brak takiego wpisu jest wskazaniem dla gości, że będzie obowiązywał strój wizytowy. Dla mężczyzny jest to oczywiście garnitur – jasny lub ciemny w zależności od pory dnia, przy czym wieczorem preferowany jest garnitur czarny lub granatowy. Z kolei dla kobiety oznacza garsonkę lub sukienkę. Jeśli pora jest wczesna, to tak zwana „mała czarna” nie będzie najlepszym wyborem. Warto postarać się o strój o lżejszym charakterze, przy czym lżejszy nie oznacza mniej oficjalny. Garsonka z jedwabnej surówki lub sukienka z jasnym żakietem będą z pewnością dobrym wyborem. Przyjęcia ogrodowe dają paniom możliwość założenia kapelusza. Kobiety jednak niechętnie sięgają po niego, ponieważ każdy kolejny element stroju jest coraz trudniej dopasować do całości. Poza tym trzeba pamiętać, że kapelusz wieczorem należy zdjąć, a fryzura, która musiała swoje wycierpieć pod uciskiem nakrycia głowy, może pozostawiać wiele do życzenia. Panie powinny pamiętać, żeby nie zakładać szpilek, bo to ogrodnik zajmuje się przekopywaniem ogródka. Wskazane jest też, aby perfumy nie przyćmiły zapachu kwiatów.

Przyjęcia ogrodowe  różnią się formą, charakterem i rozmachem.

Mogą być organizowane przy okazji wielkich turniejów tenisowych lub golfowych, mogą też mieć charakter letnich gal biznesowych, podczas których wręczane są nagrody i wyróżnienia. W ogrodzie można zorganizować przyjęcie weselne lub jubileusz, ale może to też być „truskawkowy festiwal” lub przyjęcie herbatkowe o znacznie mniejszej randze i bez specjalnej okazji. Jeśli jednak okazja jest znacząca, warto pomyśleć o pewnych organizacyjnych wymogach. Na przykład o postawieniu namiotów z podnoszonymi i opuszczanymi ściankami, choć podczas takich okazji jeszcze lepiej spisują się markizy, które również można regulować. Na trawniku dobrze jest ustawić dużą liczbę maleńkich stolików i krzesełek pod kolorowymi, chroniącymi przed słońcem parasolami. A jeśli przewidziane są tańce, trzeba przygotować parkiet. Miejsce dla zespołu powinno
 być usytuowane pod zadaszeniem, w pobliżu parkietu.

Stoły bufetowe z jedzeniem oraz napojami powinny być ustawione oddzielnie. Na przyjęciach ogrodowych zwykle podaje się więcej jedzenia niż w domu.

Co do potraw, to wiele zależy od mody. Minęły czasy wiejskich dań, dań typowo włoskich, sushi też odchodzi w zapomnienie. Może więc warto przypomnieć sobie wykwintną kuchnię polską sprzed wojny, gdzie królowały takie dania, jak sztokfisz ze szczupaka, melszpajz serowy czy kwiczoły w bułeczkach. Nawet nazwy tych potraw brzmią intrygująco i nieco egzotycznie. Dużą atrakcją z pewnością będzie wypieczony w domu chleb. Napoje mogą być podawane w kieliszkach przez kelnerów, ale można też zorganizować mini bar. W przypadku, gdyby gospodarze zdecydowali się na staropolskie potrawy, warto pomyśleć o odpowiednich napojach. Poziomkowy poncz, likier wiosenny i pomarańczowa nalewka na pewno pięknie wkomponują się w przyjęcie ogrodowe.

Aby stoły bufetowe wyglądały do końca atrakcyjnie – w przypadku, gdy przyjęcie ogrodowe ma charakter przyjęcia na stojąco – należy przygotować oddzielne stoły na brudne naczynia. Niestety, ten element pozostawia wiele do życzenia, ponieważ goście odkładają brudne talerzyki z dużą dowolnością. Można wręcz stwierdzić, że kreatywności im w tym względzie nie brakuje. Brudne naczynia są często odstawiane na stoły bufetowe czy też wciskane pomiędzy półmiski z przygotowanymi potrawami. Jeśli przyjęcie ogrodowe ma charakter bufetowo-zasiadany, należy zapewnić kompleksową obsługę. Kelnerzy powinni być stale w pogotowiu i obserwować poszczególne stoliki, głównie wtedy, kiedy gość wstaje, aby nałożyć sobie kolejną potrawę. Gdy wróci, talerzyka po zjedzonej potrawie powinno już nie być. Nie ma obaw, że uprzątnięty zostanie pełny talerzyk. Wystarczy tylko odpowiednio ułożyć sztućce. Kelnerzy są w stałym kontakcie z gospodarzami, reagują na skinienie głowy, działają sprawnie i bezgłośnie.

Na przyjęciach z dużą liczbą zaproszonych niezwykle cenna jest dodatkowa pomoc osób zaprzyjaźnionych, które będą pełniły rolę współorganizatorów, czuwając nad dobrą atmosferą, pomagając w nawiązywaniu kontaktów, przedstawiając sobie nawzajem gości. Nie dopuszczą oni na przykład do sytuacji, w której błąkajacy się samotnie goście nie znajdują towarzystwa.

Przyjęcie ogrodowe może też mieć formę w pełni zasiadaną, rządzącą się zasadami podobnymi do przyjęć organizowanych w pomieszczeniach.

Przy organizacji przyjęcia ogrodowego gospodarze nie muszą szczególnie martwić się o wystrój. Sam ogród jest bowiem najpiękniejszą dekoracją. Nie zaszkodzi jednak zadbać o kwiaty cięte, umieszczone na stolikach dla gości oraz – w umiarkowanej ilości – na stołach bufetowych. Można też delikatnie udekorować stoły płatkami kwiatów. Nic na takim przyjęciu nie powinno przypominać kolejki w kantynie zakładowej. Goście na przyjęciu ogrodowym powinni czuć się wyjątkowo, odświętnie, radośnie. Nieoceniony w tym względzie jest właśnie wystrój, oświetlenie i muzyka. Jeżeli w programie przyjęcia nie są przewidziane tańce, to można pomyśleć o małym koncercie i lekkiej muzyce w tle.

Ale najważniejsze, istotniejsze nawet od pogody, jest nastawienie gospodarzy,  

ich gościnność oraz pozostawanie do dyspozycji zaproszonych przez cały czas trwania przyjęcia. Trud organizacyjny jest właśnie po to, aby sprawić radość każdej osobie, która przekroczy próg naszego domu. Niestety, są tacy gospodarze, którzy wydają przyjęcia jedynie po to, by się popisać czy to pozycją, czy znajomością etykiety, i przeglądają się w nich jak w zwierciadle. Trudno wtedy o dobry nastrój. Goście boją się nawet poruszyć, by nie narazić się na krytykę. Jeśli nastrój i nastawienie gospodarzy nie dopisze, to – jak pisała Emily Post – wówczas lepiej zamknąć się we własnym domu, usiąść przed lustrem i zamówić kawę dla dwojga.

Autor: dr Irena Kamińska-Radomska 
           The protocol School of Poland
           www.protocol.pl

 

Prezydencki serwis

Firma Lenox powstała w 1889 roku. Obecnie należy do wąskiego grona najbardziej szanowanych światowych producentów porcelany. Utożsamiana jest przede wszystkim z najwyższą jakością i ponadczasowym pięknem swoich produktów.

Założyciel firmy Walter Scott Lenox urodził się w Trenton N. J. Miasto to, leżące w regionie zasobnym w pokłady gliny, stało się z czasem amerykańską stolicą ceramiki. Dla Lenoxa, który przejawiał nieprzeciętny talent plastyczny oraz fascynował się garncarstwem, było to wymarzone miejsce na rozpoczęcie kariery. Pracował więc jako dekorator i projektant dla kilku firm ceramicznych w regionie. Ale do czasu. Kiedy w 1889 roku zbankrutowała manufaktura, dla której pracował, otworzył własną fabrykę. Na tle innych zakładów w Trenton prezentowała się ona wyjątkowo, ponieważ

została zorganizowanabardziej jak artystyczne atelier niż fabryka

Piękne wazy, amfory i serwisy do herbaty początkowo projektowane i tworzone były zaledwie przez osiemnaście osób. Błyskawicznie jednak zyskały uznanie wśród przedstawicieli branży i znalazły się w ofercie najbardziej ekskluzywnych sklepów.

Na początku XX wieku moda na ceramikę wyraźnie osłabła. Popularne stały się za to pięknie zdobione serwisy obiadowe. Lenox, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rynku, od 1902 roku zaczął produkować zastawę stołową. Biorąc pod uwagę, że naczynia zdobione były przez cenionych w branży artystów – Williama H. Morley’a i Bruno Gayera – sukces wydawał się być nieunikniony. Aby podkreślić znaczenie nowego kierunku w rozwoju firmy, Lenox postanowił zmienić jej nazwę na Lenox Incorporated. Nowe produkty firmy stawały się coraz bardziej popularne, szczególnie wśród zamożnej klienteli w USA. Co oczywiste, powodowało to lawinowy wzrost liczby zamówień. Lenox, aby usprawnić pracę w manufakturze, zrezygnował z całkowicie ręcznego dekorowania i już w 1910 roku zaprezentował kilka wzorów, które przekalkowywane na poszczególne naczynia były ręcznie wypełniane kolorem. Doskonały przykład tego typu

dekorowania to kolekcje Mandaryn oraz Ming, które powstały w 1917 roku i cieszyły się niesłabnącą popularnością przez następne pięćdziesiąt lat.

W 1918 roku dość niespodziewanie wpłynęło do manufaktury zamówienie, które zmieniło jej losy. Ówczesny gospodarz Białego Domu – prezydent Wilson – zamówił zastawę stołową składającą się z tysiąca siedmiuset części. Lenox odniósł wielki sukces i od tamtej pory niezmiennie króluje na stołach amerykańskich prezydentów, między innymi Trumana, Reagana, Clintona i Obamy. Obecnie porcelana Lenoxa używana jest w ponad trzystu ambasadach amerykańskich i licznych rezydencjach rządowych. Projekty manufaktury weszły do stałej kolekcji najbardziej prestiżowej amerykańskiej instytucji kultury – Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku. Prezentowane były również przez uznane instytucje kultury na całym świecie, między innymi Narodowe Muzeum Ceramiki we francuskim Sevres. W ostatnim czasie porcelaną zza oceanu zainteresował się także Watykan. Wśród osób, które wywarły istotny wpływ na losy firmy, ważne miejsce zajmuje – obok założyciela oczywiście – Frank Graham Holmes. Przez pół wieku czuwał on nad rozwojem artystycznym firmy Lenox. Jak nikt inny potrafił połączyć chwilowe fascynacje z ponadczasową elegancją porcelany, co widać chociażby na przykładzie jego projektów z lat 70-tych – Firesong, Fantasies czy Innovation Shape to klasyka w popartowej odsłonie.

W tym roku manufaktura z Trenton świętuje 120-tą rocznicę istnienia.

Dostarczając artystycznie dekorowaną zastawę, która wciąż jest najbardziej pożądanym prezentem ślubnym w Ameryce, Lenox działa zgodnie ze słowami wypowiedzianymi przez założyciela, czyli produkuje prestiżową ceramikę najwyższej jakości.

Rocznica funkcjonowania firmy to doskonała okazja, by wprowadzić produkty Lenox na polski rynek. Dzięki firmie Ceramica Group ta bez wątpienia wyjątkowa porcelana jest do nabycia w salonach Rosenthal.

Autor: Adam Gładysz