JESTEŚ W ARCHIWUM NUMERU NR 2 / WIOSNA '09 BUTIK MODA STYL ŻYCIA ARCHITEKTURA SZTUKA MOTO URODA

Czy rzeźby się zapodziały?

Do czasów drugiej wojny światowej rzeźba odgrywała znaczącą rolę nie tylko w przestrzeni publicznej i galeryjnej, ale także w zaciszach salonów prywatnych kolekcjonerów. Dlaczego dzisiaj od nowa trzeba ośmielać rzesze zbieraczy dzieł sztuki do zakupów pięknych rzeźb? Odpowiedź brzmi – nie wiem! W dawniejszej Polsce, tak samo jak i na świecie, kameralna rzeźba była ważnym środkiem artystycznego wyrazu, a z drugiej strony spełniała znakomicie funkcję dekoracyjną. Czas modernizmu, secesji i II Rzeczypospolitej to świetne nazwiska artystów i znakomite wykonania. Rzeźby były chętnie wystawiane i kupowane przez kolekcjonerów za duże pieniądze. Konstanty Laszczka, Edward Wittig, Xawery Dunikowski, Henryk Kuna czy August Zamoyski  to znakomitości świata trójwymiarowej sztuki.

W PRL-u rzeźba przeniosła się bardziej w sferę publiczną, szczególnie dla potrzeb socrealizmu. Odreagowaniem w latach następnych stała się rzeźba nowoczesna, często abstrakcyjna, trudniejsza do zaakceptowania w prywatnych wnętrzach. Może dlatego stała się mniej modna i teraz zaczyna odrabiać zaległości w uwadze zbieraczy.

O tym, że rzeźba jednak budzi pewne emocje przekonaliśmy się, kiedy w jednym z polskich domów aukcyjnych wystawiono w 2005 roku piękną, pełnopostaciową rzeźbę światowej klasy artysty z przełomu XVIII-XIX wieku, Antonio Canovy. Gdy została ona sprzedana za ponad 1,3 miliona złotych, co jest niepobitym rekordem rzeźby w Polsce do dzisiaj, wielu kolekcjonerów ocknęło się. O ile w jednej z najbardziej znanych kolekcji Ewy i Wojciecha Fibaków rzeźb praktyczne nie było, to już w gromadzonej później, a bardzo znaczącej kolekcji Krzysztofa Musiała, można spotkać kilka bardzo ciekawych jej przykładów. Rzeźby Dunikowskiego, Zamoyskiego, Kuny czy świetny akt męski w drewnie Wittiga pokazują, w jaki sposób może uzupełniać dobrą kolekcję i przypominają, jak ważna była rzeźba w historii polskiej sztuki.

Coraz częściej kolekcjonerzy poszukują dobrych przykładów rzeźby  z okresu Młodej Polskiczy dwudziestolecia,

zdając sobie sprawę z faktu, że nie ma ich zbyt wiele i jej ceny zaczynają wzrastać.

Poza kolekcjonerami, którzy ruszają w pogoń za obiektami mogącymi uzupełnić ich kolekcję, rzeźbą zaczynają interesować się także początkujący zbieracze i osoby pragnące po prostu urozmaicić wnętrze, stąd na przykład dużym

zainteresowaniem cieszą się rzeźby w stylistyce Art Deco i formizmu. Pojawiające się drewniane postaciowe rzeźby uczniów z tzw. szkoły zakopiańskiej Kenara, utrzymane w tej stylistyce, osiągają coraz wyższe ceny. Jeszcze kilka lat temu można było taką rzeźbę kupić za 5-7 tysięcy zł, a niedawno Tańczącą parę  sprzedano za 25 tysięcy zł! Podobna w wyrazie rzeźba mało znanego artysty Władysława Kuta, tym razem odlana w brązie została sprzedana za 69 tysięcy zł.

Jedną z najpopularniejszych rzeźb kameralnych polskiego międzywojnia jest najpewniej piękna Tancerka  Stanisława Jackowskiego – redukcja rzeźby ustawionej w Parku Skaryszewskim w Warszawie.

Pojawiające się dawne odlewyw różnych wymiarach nieustająco cieszą się powodzeniem kupujących.  

Zainteresowanie wzbudzają także liczne popiersiowe przedstawienia Napoleona, ks. Poniatowskiego i Piłsudskiego.

Inną kategorią, coraz bardziej docenianą przez kupujących, są rzeźby pochodzenia sakralnego. Do niedawna budziły obawy potencjalnych nabywców możliwością nielegalnego pochodzenia. Obecnie, gdy domy aukcyjne, galerie i policja mają łatwość zweryfikowania ich proweniencji, sytuacja się zmienia. Pojawiają się i sprzedają zarówno XVIII-wieczne drewniane putta w kolorowych polichromiach, jak i rzeźby świętych. Obiekty powstałe jeszcze w średniowieczu pojawiają się rzadko, ale osiągają znacząco wyższe ceny. Walor dekoracyjny takiej rzeźby, ustawionej odpowiednio nawet we współczesnym wnętrzu jest bardzo wysoki.

Kolejna grupa rzeźb to przedstawienia w sztuce współczesnej. Największym powodzeniem cieszą się rzeźby figuralne w brązie i prace abstrakcyjne, jak na przykład kompozycje Hasiora. Wysoko cenione są rzeźby prof. Myjaka, czy przystępne cenowo i niesłychanie dekoracyjne prace Bronisława Chromego. Po wystawie prac Igora Mitoraja przed kilku laty w Polsce, jego popularność bardzo wzrosła. Niestety, na jego pełnowymiarowe rzeźby mogą sobie pozwolić jedynie banki i najwięksi biznesmeni. Na rynku królują więc małe formy z edycji wielonakładowych. Przykład Mitoraja, który osiągnął wielki sukces za granicą pokazuje, że warto zainteresować się rzeźbą nie tylko w kontekście dekoracji, ale także inwestycji.

Autor: Adam R. Chełstowski

 

Warszawskie srebra

Srebro zawsze było oznakąszlachetności i bogactwa , a dla twórców wdzięcznymmateriałem.

Jeśli do tych walorów dodamy prestiżowe miejsce wykonania, to mamy do czynienia z wyjątkowymi przedmiotami.

Na rynku antykwarycznym warszawskie srebra pojawiają się coraz rzadziej. Jeśli kolekcjoner znajdzie oryginalny, dobrze zachowany przedmiot, już się go nie pozbywa. Warszawa w XVIII wieku, jako stolica Rzeczpospolitej stawała się ważnym ośrodkiem artystycznym, miejscem przebywania dworu królewskiego, a także szlachty i magnaterii. To zapewniało zapotrzebowanie dla luksusowych przedmiotów, jakimi bezwzględnie były wyroby najlepszych złotników, takich jak Karol Filip Malcz, Jan Popiel, Gustaw Radke, August Marcin Wolkiewicz. Czas prosperity dla wytwórców sreber w Warszawie to pierwsza połowa XIX wieku, kiedy w mieście działało kilka znamienitych wytwórni. To właśnie te dzieła są obecnie najchętniej poszukiwane przez kolekcjonerów.

Tradycja rzemieślnicza związana z warszawskimi srebrami sięga pierwszej połowy XVIII wieku. Wtedy właśnie pojawiły się srebra oznaczone specjalną puncą przypisaną jednemu konkretnemu miastu, gdzie były wykonane. Warszawie przypisano syrenkę. Dodatkowe oznaczenia, które można znaleźć

na wyrobach rzemieślniczych to cecha probierza (osoby, która sprawdzała jakość stopu) w formie inicjałów z datą roczną, próba srebra oraz znak firmy. Oznaczenia te mogły występować wszystkie razem lub tylko jedno z nich. Są one dla kolekcjonerów bardzo ważne, gdyż ułatwiają identyfikację twórcy i określenie czasu, w którym dany obiekt powstał.

Ze srebra najczęściej wykonywane były okazałe zastawy stołowe używane na specjalne okazje przez zamożnych właścicieli. Dzięki tak szlachetnej oprawie właściciel mógł zaznaczyć swoją pozycję i gust. Dodatkowo, w warsztatach wykonywane były serwisy do kawy i herbaty, wazy, kandelabry i drobne przedmioty wykorzystywane do dekoracji stołu lub salonu. Obecnie bardzo rzadko można spotkać w sprzedaży kompletny serwis. To co znajdujemy na aukcjach i w antykwariatach to zazwyczaj pojedyncze przedmioty – cukiernice, patery, szczypce do cukru, mleczniki. Srebra warszawskie są wysoko cenione. Głównym tego powodem jest precyzyjne wykonanie oraz wyrafinowane, subtelnie zdobione klasyczne formy. Ich ponadczasowość wciąż jest oznaką elegancji i najlepszego gustu.

Autor:
 Katarzyna Krzywicka

Emocje na aukcji

Sprzedane za X zł dla numeru Y – na to zdanie czeka każdy licytujący, ponieważ w tym właśnie momencie staje się posiadaczem upragnionego dzieła sztuki. Zanim jednak dojdzie do finału, należy wykonać określoną pracę. Pracę, która często jest połączeniem obowiązkowych „zajęć” z przyjemnością. Jeśli licytujący robi to na własny rachunek to zazwyczaj jest to kolekcjoner, który przed aukcją dobrze przemyślał, co i za ile chciałby kupić. Przyszedł, obejrzał dzieło, porozmawiał na jego temat z ekspertami i sprawdził dotychczasowe ceny prac danego artysty na aukcjach. Mając już wszystkie te informacje i znając własne możliwości finansowe, ustalił limit, za jaki gotowy jest nabyć wybrane dzieło. Choć emocje na aukcji są wielkie i zdarza się, że licytujący kolekcjonerzy zapominają o wcześniejszych limitach, to jednak przeważnie się ich trzymają.

Najwięcej emocji zawsze wzbudzają dzieła  rzadko pojawiające się na aukcjach,

takie, których ktoś poszukiwał, na przykład, przez 10 lat. Jeśli uda się je kupić, to konkluzja zazwyczaj jest jedna – warto było czekać! Jeśli do tego okaże się, że konkurowaliśmy
 jeszcze z kimś, kto zapragnął „naszego” dzieła, tym większe są emocje związane z samą licytacją i większa satysfakcja dla szczęśliwego zwycięzcy.

Licytacje są różne – od tych najmniej ekscytujących, kiedy jest tylko jeden

zainteresowany i licytacja kończy się na cenie wywoławczej, do takich, które elektryzują całą salę, ponieważ cena wylicytowana jest kilka, a nawet kilkadziesiąt razy wyższa od wywoławczej. Podczas październikowej Wielkiej Aukcji Sztuki takich emocji dostarczyła licytacja grafiki Brunona Schulza. Jej cena poszybowała z 13 do 55 tysięcy złotych. Z kolei kilka lat temu, na jednej z aukcji w Desie Unicum, nabywcę znalazł obraz mało znanego artysty Emila Kraussa „Kochankowie”, którego cena osiągnęła dziesięciokrotne przebicie z 3 do 30 tysięcy złotych. W takich sytuacjach zawsze rodzi się pytanie, czy ktoś odkrył coś szczególnego, czego inni nie dostrzegli?

Choć aukcje dzieł sztuki, wbrew powszechnemu mniemaniu, nie przypominają zjazdu „śmietanki towarzyskiej”, jest w nich coś, co przyciąga wielu uczestników i obserwatorów. Część z nich staje się stałymi bywalcami podobnych wydarzeń. Niejednokrotnie w imieniu klientów licytują marszandzi i galernicy, część licytacji odbywa się też przez telefon. Nie zmienia to jednak faktu, że największe emocje odczuwa zlecający, który ostatecznie płaci za zakup i później, już jako właściciel, może podziwiać swój skarb na ścianie salonu lub gabinetu. Jeśli wybór był trafny, to dodatkowo, po kilku latach może on odczuwać satysfakcję ze wzrostu wartości dzieła. Ale to już zupełnie inna historia.

Autor: Juliusz Windorbski, prezes DESA Unicum

Rene Lalique

Ten francuski jubiler i architekt urodził się w 1860 roku w Ay we Francji. Od dzieciństwa interesował się rysunkiem i już wtedy przejawiał w tej dziedzinie niemałe zdolności. W wieku 16 lat trafił na praktykę do paryskiego jubilera Louisa Aucoc’a. W tym samym czasie wieczorowo uczęszczał do Ecole des Arts Decoratifs. W 1878 roku przeniósł się do Londynu by rozpocząć naukę w Sydenham Art College. Po powrocie do Paryża stworzył swoje pierwsze kolekcje autorskie, a trzy lata później otworzył pracownię jubilerską firmowaną własnym nazwiskiem. Wtedy jeszcze nikt nie spodziewał się, jak bardzo ten młody artysta zrewolucjonizuje rynek jubilerski.

Lalique zaskakiwał  nowatorskim podejściem do sztuki projektowania.


 Tworząc kolekcje biżuterii czerpał z różnorodności materiałów. Odkrywał nowe, kontrowersyjne wówczas połączenia tworzyw. Śmiało zestawiał ze sobą kamienie półszlachetne ze złotem, srebrem, masą perłową, kością słoniową, perłami, szkłem i kryształem, a nawet skórą i plastikiem. Największą inspiracją dla Rene Lalique’a była nieokiełznana natura. Za sprawą fantazji artysty w wielobarwnych klejnotach zastygały delikatne motyle i ważki, łabędzie, zwinne jaskółki, mroczne nietoperze, japońskie smoki i mityczne stwory. Jednocześnie otwarcie

polemizował z trendami epoki i odważnie celebrował nagość kobiecego ciała, czyniąc ją dumnym symbolem wykreowanej przez siebie stylistyki Art Noveau.

Artysta konsekwentnie dążył w swej twórczości do stylistycznej jedności sztuki w różnych jej dziedzinach. Od 1900 roku zajął się więc architekturą, projektował wnętrza muzeów i pałaców. Zasłynął również z projektów niepowtarzalnych flakonów perfum, a także z kryształowych figurek zdobiących maski Bentley’a, Bugatti czy Rolls-Royce’a.

Obecnie marka Lalique to także najwyższej próby sztuka użytkowa i luksusowe linie kosmetyczne. Nowatorskie kolekcje subtelnych lamp i żyrandoli, przepięknie dekorowanych  luster i osobliwie zdobionych paneli sprawiają, że współczesne przestrzenie nabierają wyszukanego uroku. Atrakcyjnością form urzekają kryształowe wazony i świeczniki. Unikatowa dekoracyjność kryształów Lalique niweluje przepaść pomiędzy przepychem bogatej ornamentyki stylów przeszłości a minimalizmem i surowością trendów nowoczesnych. Stymuluje zmysły, zachwyca i zaskakuje.

Projekty Lalique od początku opisywano jako nadzwyczaj odważne i budzące niemałe kontrowersje. Niebanalne, inspirowane pięknem natury urosły do rangi dzieł sztuki, a marka Lalique stała się niekwestionowanym synonimem luksusu.

 

Imperium kryształów

Do dziś symbolem marki Lalique jest kryształ. Satynowy, szkliście transparentny, mleczny czy barwiony. W każdej z odsłon kunsztownie ozdabia kolekcje akcesoriów. Szlachetność tego materiału Rene Lalique uwydatniał stosując delikatne geometryczne wzory oraz łagodne faliste szlify. Artysta niezwykle zręcznie bawił się formą modelując w kryształach nagie kobiety, kwiaty, liście czy wreszcie ptaki i owady. Często stosował technikę piaskowania oraz silnego polerowania, by dzięki temu uzyskać efekt malarskiej głębi i niezwykłej plastyczności. Tak powstawała nie tylko ponadczasowa biżuteria, ale przede

wszystkim najwyższej próby sztuka użytkowa.

Lalique – wazon z kolekcji Mossi jest inspirowany stworzonym przez Rene Lalique’a już w 1933 roku awangardowym, jak na owe czasy, projektem wazonu najeżonego kryształowymi kolcami. Pierwowzór wazonu wykonany był z kryształu transparentnego, wykończonego z zastosowaniem techniki piaskowania oraz silnego polerowania. Utworzyło to atrakcyjne półmatowe tło dla pełnych blasku kolców wazonu.