Do czasów drugiej wojny światowej rzeźba odgrywała znaczącą rolę nie tylko w przestrzeni publicznej i galeryjnej, ale także w zaciszach salonów prywatnych kolekcjonerów. Dlaczego dzisiaj od nowa trzeba ośmielać rzesze zbieraczy dzieł sztuki do zakupów pięknych rzeźb? Odpowiedź brzmi – nie wiem! W dawniejszej Polsce, tak samo jak i na świecie, kameralna rzeźba była ważnym środkiem artystycznego wyrazu, a z drugiej strony spełniała znakomicie funkcję dekoracyjną. Czas modernizmu, secesji i II Rzeczypospolitej to świetne nazwiska artystów i znakomite wykonania. Rzeźby były chętnie wystawiane i kupowane przez kolekcjonerów za duże pieniądze. Konstanty Laszczka, Edward Wittig, Xawery Dunikowski, Henryk Kuna czy August Zamoyski to znakomitości świata trójwymiarowej sztuki.
W PRL-u rzeźba przeniosła się bardziej w sferę publiczną, szczególnie dla potrzeb socrealizmu. Odreagowaniem w latach następnych stała się rzeźba nowoczesna, często abstrakcyjna, trudniejsza do zaakceptowania w prywatnych wnętrzach. Może dlatego stała się mniej modna i teraz zaczyna odrabiać zaległości w uwadze zbieraczy.
O tym, że rzeźba jednak budzi pewne emocje przekonaliśmy się, kiedy w jednym z polskich domów aukcyjnych wystawiono w 2005 roku piękną, pełnopostaciową rzeźbę światowej klasy artysty z przełomu XVIII-XIX wieku, Antonio Canovy. Gdy została ona sprzedana za ponad 1,3 miliona złotych, co jest niepobitym rekordem rzeźby w Polsce do dzisiaj, wielu kolekcjonerów ocknęło się. O ile w jednej z najbardziej znanych kolekcji Ewy i Wojciecha Fibaków rzeźb praktyczne nie było, to już w gromadzonej później, a bardzo znaczącej kolekcji Krzysztofa Musiała, można spotkać kilka bardzo ciekawych jej przykładów. Rzeźby Dunikowskiego, Zamoyskiego, Kuny czy świetny akt męski w drewnie Wittiga pokazują, w jaki sposób może uzupełniać dobrą kolekcję i przypominają, jak ważna była rzeźba w historii polskiej sztuki.
Coraz częściej kolekcjonerzy poszukują dobrych przykładów rzeźby z okresu Młodej Polskiczy dwudziestolecia,
zdając sobie sprawę z faktu, że nie ma ich zbyt wiele i jej ceny zaczynają wzrastać.
Poza kolekcjonerami, którzy ruszają w pogoń za obiektami mogącymi uzupełnić ich kolekcję, rzeźbą zaczynają interesować się także początkujący zbieracze i osoby pragnące po prostu urozmaicić wnętrze, stąd na przykład dużym
zainteresowaniem cieszą się rzeźby w stylistyce Art Deco i formizmu. Pojawiające się drewniane postaciowe rzeźby uczniów z tzw. szkoły zakopiańskiej Kenara, utrzymane w tej stylistyce, osiągają coraz wyższe ceny. Jeszcze kilka lat temu można było taką rzeźbę kupić za 5-7 tysięcy zł, a niedawno
Tańczącą parę sprzedano za 25 tysięcy zł! Podobna w wyrazie rzeźba mało znanego artysty Władysława Kuta, tym razem odlana w brązie została sprzedana za 69 tysięcy zł.
Jedną z najpopularniejszych rzeźb kameralnych polskiego międzywojnia jest najpewniej piękna Tancerka Stanisława Jackowskiego – redukcja rzeźby ustawionej w Parku Skaryszewskim w Warszawie.
Pojawiające się dawne odlewyw różnych wymiarach nieustająco cieszą się powodzeniem kupujących.
Zainteresowanie wzbudzają także liczne popiersiowe przedstawienia Napoleona, ks. Poniatowskiego i Piłsudskiego.
Inną kategorią, coraz bardziej docenianą przez kupujących, są rzeźby pochodzenia sakralnego. Do niedawna budziły obawy potencjalnych nabywców możliwością nielegalnego pochodzenia. Obecnie, gdy domy aukcyjne, galerie i policja mają łatwość zweryfikowania ich proweniencji, sytuacja się zmienia. Pojawiają się i sprzedają zarówno XVIII-wieczne drewniane putta w kolorowych polichromiach, jak i rzeźby świętych. Obiekty powstałe jeszcze w średniowieczu pojawiają się rzadko, ale osiągają znacząco wyższe ceny. Walor dekoracyjny takiej rzeźby, ustawionej odpowiednio nawet we współczesnym wnętrzu jest bardzo wysoki.
Kolejna grupa rzeźb to przedstawienia w sztuce współczesnej. Największym powodzeniem cieszą się rzeźby figuralne w brązie i prace abstrakcyjne, jak na przykład kompozycje Hasiora. Wysoko cenione są rzeźby prof. Myjaka, czy przystępne cenowo i niesłychanie dekoracyjne prace Bronisława Chromego. Po wystawie prac Igora Mitoraja przed kilku laty w Polsce, jego popularność bardzo wzrosła. Niestety, na jego pełnowymiarowe rzeźby mogą sobie pozwolić jedynie banki i najwięksi biznesmeni. Na rynku królują więc małe formy z edycji wielonakładowych. Przykład Mitoraja, który osiągnął wielki sukces za granicą pokazuje, że warto zainteresować się rzeźbą nie tylko w kontekście dekoracji, ale także inwestycji.
Autor: Adam R. Chełstowski