Marek Szołdra – trener i propagator golfa w rozmowiez CHIC o elegancji w sporcie.
Golf to sport elitarny, kojarzony z luksusem. Czy słusznie?
Jeśli weźmiemy pod uwagę kluby o wpisowym 100 tysięcy dolarów lub zawodowców z najwyższej grupy, to owszem tak. Poza nimi jest ogromna grupa ludzi grających amatorsko, tylko dla przyjemności, korzystających z ogólnie dostępnych pól, sprzętu w przystępnych cenach. Wtedy o ewentualnej elitarności świadczą umiejętności i etykieta na polu. Oni również uczestniczą w zawodach, tyle że nie ma mowy o wielkich nagrodach zarezerwowanych dla zawodowego golfa. Golfista amator może grać o nagrodę, której wartość nie przekracza ściśle określonej kwoty. Kiedyś podczas turnieju z cyklu „Wielkiego szlema” zdarzyło się, że wygrał amator i w nagrodę dostał słynną zieloną marynarkę. Drugi był zawodowiec, który otrzymał główną nagrodę pieniężną. Jednak myślę, że ten drugi chętnie zamieniłby się miejscami, nawet poświęcając całą wygraną.
Czy zdobywca marynarki nadal gra?
Oczywiście! Nie tylko gra. Jako zwycięzca jednego z czterech turniejów „Wielkiego szlema” przeszedł do historii golfa i myślę, że to jest największe marzenie i nagroda dla każdego gracza. Poza tym nie było to dla niego żadną niespodzianką. Sądzę, że jego ówczesny amatorski status był w pełni świadomym wyborem. Gdyby chciał przejść na zawodowstwo, musiałby złożyć podanie o przyjęcie do klubu, wystąpić w kilku turniejach i osiągnąć odpowiedni poziom.
Co to znaczy odpowiedni poziom? Masz na myśli aspekt sportowy?
Odpowiedni poziom to dobre samopoczucie na polu i właśnie o to chodzi. Golf jest zabawą i zawsze powinien taki pozostać. Zarówno amator, jak profesjonalista dążą do tego, aby piłka wpadła do dołka jak najszybciej. Przeważnie amatorowi potrzeba więcej uderzeń, ale w golfie nigdy niczego przewidzieć nie można. Każdemu może się zdarzyć, że piłka wpadnie po pierwszym uderzeniu – „hole in one ”. W golfie ważne jest doskonalenie swoich umiejętności i przezwyciężanie siebie, chociaż szczęście też bywa pomocne. Mówi się, że golf to sport dla ludzi ceniących spokój i indywidualizm. To wspaniała gra, tylko gracz i pole, nikt nie przeszkadza. Grający ma wpływ na to, jak uderzy piłkę, pewność, że nikt do niej nie podbiegnie, nie sfauluje i nie odbierze. Trzeba się zmierzyć wyłącznie ze sobą. Żaden sędzia nie odbierze nam radości z dobrego zagrania oceniając styl. Liczy się tylko efekt, czyli piłka w dołku. Golf jest takim specyficznym sportem, że nie gra się przeciwko komuś, nie ma przeciwnika. Ten, z którym jesteś w parze to twój partner do gry, a nie przeciwnik. Uznajesz ten fakt i cieszysz się z towarzystwa. W golfie zwycięża się tylko siebie!
Jakie jest zatem największe marzenie golfisty?
Pewnie kilka by się znalazło, ale myślę, że dla większości to „hole in one”, czyli trafienie do dołka jednym uderzeniem! Bywa, że na turniejach na szczęśliwców, którym się to uda czeka wspaniały samochód lub inna cenna nagroda. „Hole in one” to wielkie wydarzenie dla uczestników turniejów i ogromne uznanie dla gracza.
Golf jest dyscypliną sportu, ale też fenomenem towarzyskim. Wieloletnia, legendarna tradycja, rytuał i forma, a także wyrafinowana elegancja. Jak rozumieć elegancję na polu golfowym?
W Ameryce, która uchodzi za kraj największego luzu, do golfa podchodzi się tradycyjnie. Na dobrych polach nikt nie przyjdzie grać bez paska w spodniach, czy koszulce bez
kołnierzyka. Myślę, że Amerykanin prędzej założy flanelową koszulę w kratkę do smokingu niż niewłaściwie ubierze się na golfa. W prywatnych klubach bez względu na to, czy jesteś graczem, czy obserwatorem, zasady w doborze stroju są bezwzględnie przestrzegane. Nieodpowiednio ubranych ludzi grzecznie prosi się o zmianę lub uzupełnienie garderoby. Poza tym, nie mówi się podniesionym głosem, nie krzyczy. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja, gdy piłka leci w kierunku ludzi, ale to zrozumiałe.
Elegancja na polu golfowym to również dyskrecja w zachowaniu i na przykład brak dzwoniących telefonów.
Jako kobieta muszę zadać pytanie o oczekiwania względem damskiego ubioru. Czy kobieta grająca w golfa może sobie pozwolić na odrobinę ekstrawagancji?
Kobieta, tak jak mężczyzna, musi prezentować się elegancko, choć młodsze zawodniczki wprowadziły trochę ożywienia – różne kolory, nowocześniejsze fasony, krótsze
spódniczki zamiast spodni. Ale elegancja wciąż obowiązuje i koszulki bez rękawów czy dżinsy nadal nie są żadnym z elementów stroju golfistek.
Grałeś w Stanach Zjednoczonych, jakie są Twoje spostrzeżenia na temat golfa w Ameryce?
Na amerykańskich polach jest przede wszystkim grzecznie, cicho, elegancko i uprzejmie. Grzecznościowym „hello”, „how are you” i uśmiechem pozdrawia się każdego, bez względu na stopień zażyłości. Bardzo ważna jest kwestia czasu,
a spowalnianie gry uważa się za nieeleganckie. Nigdy jednak nie zauważyłem popędzania wolniejszego gracza, czy komentarzy pod jego adresem. U Amerykanów golf nie wywołuje „wojennych” emocji. Za to na każdym kroku widać, że to dla nich wspaniały relaks. Bardzo szanują zasadę mówienia prawdy. Jeżeli gracz nie może znaleźć piłki, to nie wyciąga zapasowej z kieszeni albo nie podnosi przypadkowej z ziemi. Na polu golfowym tych zagubionych piłek jest naprawdę dużo, a pokusa dla niektórych graczy niemała. Golf uważany jest za sport dla dżentelmenów i Amerykanie na polu starają się być dżentelmenami w każdym calu.
Co przyciąga ludzi do golfa?
W mało którym sporcie mogą grać rodzice z dziećmi, żona z mężem, czy też ktoś starszy z kimś młodym i ten pozornie słabszy nie jest z góry skazany na porażkę. Płeć, wiek, czy siła nie stanowią żadnej przeszkody w tym, żeby zagrać razem. Przebywasz na powietrzu, dużo chodzisz, rozmawiasz. Dla wielu graczy pole to miejsce spotkań towarzysko-biznesowych i sporo interesów rozpoczyna się właśnie tam. Byłem kiedyś świadkiem zabawnej historii. Mój znajomy wrócił do domu i oznajmił, że przestał być członkiem rady nadzorczej w firmie, którą założył wspólnie z kolegą. Obaj mieli koncepcje rozwoju firmy, tyle że różne w strategicznych punktach. Jeden musiał odejść i padło na niego.
Po paru dniach zaczął pakować sprzęt, by ruszyć na pole golfowe. Zapytałem, kto będzie jego partnerem w grze? John, odparł. Ale jak to? Przecież on cię tydzień temu wyrzucił
z pracy. No to co, czy to znaczy, że nie możemy grać w golfa, odrzekł zaskoczony moim stwierdzeniem. W Stanach porzekadło golfistów mówi, że „najlepszy dzień w pracy jest
zawsze gorszy od najgorszego dnia golfa”.
Wspomniałeś, że pole golfowe to miejsce spotkań towarzysko-biznesowych. To właśnie dlatego można tam spotkać wielu znanych ludzi?
Tak, golf jest ulubionym sportem wielu znanych osób. Wspomniany znajomy grał na przykład z Michaelem Jordanem, który jest bardzo dobrym golfistą. Jednak mój kolega,
nie bez satysfakcji, stwierdził – „lepiej mi poszło”. Świetnym golfistą jest muzyk Keny G, aktor Michael Douglas i jego żona Zeta Jones. Ci ostatni często biorą udział
lub organizują turnieje charytatywne, przeznaczając dochód na różne szczytne cele. Może się zdarzyć, że ktoś przyjdzie na pole sam, szuka partnera do gry i okaże się, że jego partnerem jest ktoś sławny. W golfie wszystko możliwe – „hole in one”.
Ile pieniędzy trzeba mieć na koncie, żeby spokojnie analizować pogodę w rejonie pola golfowego?
W Stanach to sport dla każdego. Oczywiście są kluby o wpisowym przekraczającym roczny dochód przeciętnego Amerykanina, ale większość to kluby ogólnie dostępne, gdzie ani wpisowe, ani członkostwo nie jest żadną przeszkodą. Amerykanie wiedzą, że pole to doskonałe miejsce do nawiązywania relacji towarzyskich i biznesowych. Dlatego inwestują w golfa i to nie tylko swojego, ale również swoich dzieci. Tam naukę rozpoczynają już przedszkolaki i potem ciągle się doskonalą. Tiger Woods zaczynał swoją przygodę z golfem jako dwulatek.
A koszty sprzętu?
W japońskich ofertach widziałem kije po kilka tysięcy dolarów za sztukę, ale to skrajność dla bardzo bogatych miłośników golfa. Ja swój pierwszy komplet kijów kupiłem
za 130 dolarów. Potem i ambicje, i ceny poszły w górę. Zawsze jednak można kupić sprzęt w rozsądnych cenach.
Golf zawodowy to jednak olbrzymie pieniądze?
Oczywiście, zawodnicy mają kije robione na miarę. Pod konkretną rękę. Ale to właśnie ich sukcesy napędzają rynek sprzętu golfowego, bo któż nie chce grać kijami, jakimi grają Woods, Harrington czy Singh.
Z Twoich słów wynika, że golf to sport wymagający, zarówno jeśli chodzi o niezbędne umiejętności, jak i znajomość reguł gry. Czy mógłbyś udzielić kilku rad osobom, które planują rozpocząć naukę?
Od driving range i lekcji z trenerem, na polu nikt nie nauczy się grać. Warto też zapoznać się z filozofią gry i zasadami. W końcu to sport dżentelmenów. W Stanach po sezonie golfowym jest czas na naukę. Amerykanie mają wyśmienite warunki do tego, aby się zimą doskonalić. Tam gdzie śnieg na to nie pozwala, są ogromne balony, które kryją cały driving range, practice greeny, symulatory. Tam można doskonalić swoją technikę samemu lub pod okiem instruktora. Poza tym mają ciepłe stany, gdzie pola są czynne przez okrągły rok, a dotarcie tam, to kwestia kilku godzin lotu. Wszystko w oczekiwaniu na rezultat – niższy handicap, precyzyjną technikę uderzeń i radość z osiąganych wyników.
Jak życzy się wszystkiego dobrego golfiście? Połamania kija? Udanych kontaktów biznesowych?
Najlepiej brzmi „hole in one” !